Lejdis to kobiety niezależne, wyzwolone, pewne siebie. Poznajemy je podczas zabawy sylwestrowej organizowanej nie pod koniec roku, ale w środku, podczas wakacji. Taki zwyczaj, który jest ich wieloletnim zwyczajem. Korba (Anna Dereszowska), jest korektorką w piśmie dla kobiet. zdeklarowana singielka, zmienia facetów jak skarpetki i nie szuka nikogo na stałe. W jej życiu pojawi się tajemniczy Erwin (Wojciech Mecwaldowski). Monia (Magdalena Różczka) najmłodsza, szczęśliwa mężatka, jednak jej problemem są piersi. Bohaterka uważa, że są za małe i chce je powiększyć. Gośka (Izabela Kuna), również mężatka, bardzo pragnie mieć dziecko. Dlatego raz w miesiącu, podczas swoich dni płodnych lata do Brukseli, gdzie Artur (Piotr Adamczyk), jej mąż pracuje, jako poseł do parlamentu europejskiego. I w końcu ostatnia z Lejdis, Łucja (Edyta Olszówka), nauczycielka biologii, samotnie wychowuje dwunastoletniego syna, Szymka (Stanisław Konecki). Ciągle wiąże się z niewłaściwymi facetami, tym razem z kuratorem Markiem Dywanikiem (Robert Więckiewicz). Film przedstawia jeden rok z życia bohaterek, jeden, ale jak się okaże bardzo ważny.
„Lejdis” to żeńska odpowiedź na ubiegłoroczny „Testosteron”. Filmy, jeśli chodzi o poziom i humor to bardzo do siebie podobne, to znaczy nie jest genialnie, ale nie jest też źle. Wielokrotnie można było się pośmiać, trochę za dużo tu było brzydkiego wyrazu na K., jednak najbardziej podobała mi się końcówka, która przerodziła się już bardziej w dramat niż komedię – i to właśnie było fajne. Jednak to, co chcę przede wszystkim pochwalić i wyróżnić to morał – przyjaźń ponad wszystko. Proste i piękne.
„Lejdis” odniosły spektakularny sukces komercyjny w Polsce. Szeroka kampania reklamowa, a także sukces „Testosteronu” zachęciły wielu ludzi, aby pójść do kina. Film ten zobaczyło ponad dwa i pół miliona widzów, dzięki czemu panie są w pierwszej piątce największych przebojów polskiego kina po 1989 roku, oraz najlepszą komedią, ponieważ wyżej są już tylko „Katyń”, „Quo Vadis”, „Pan Tadeusz” i „Ogniem i mieczem”. Warto też zauważyć, że na całą tę czwórkę do kina chodziło całe szkoły, a na „Lejdis” nie, tym bardziej można to uznać za prawdziwy sukces.
Podsumowując, „Lejdis” nie jest filmem genialnym, ponadczasowym, jednak, jako komedia z Polski to naprawdę coś godnego uwagi. Daje nadzieję, że nie jest jeszcze tak źle z naszą kinematografią. U mnie jest zaraz za „Testosteronem”.
Moja ocena: 7/10
Zobacz również inne, polskie komedie:

