Bohater filmu jest nikim. Niezauważany w klasie, jego kolega jest taki jak on. Oczywiście podkochuje się w szkolnej piękności, która ma oczywiście innego chłopaka. Cała klasa wybiera się na wycieczkę do muzeum, gdzie oglądają zwierzęta modyfikowane genetycznie. Zupełnie przypadkiem (oczywiście) Rick zostaje ugryziony przez ważkę. Następnego dnia czuje się zupełnie inaczej i odkrywa w sobie tajemnicze moce. Staje się DragonFly’em, a już niedługo będzie musiał uratować świat przed złym miliarderem, który w wyniku eksperymentu (nieudanego, oczywiście) posiada moc wysysania energii życiowej z każdego, kogo dotknie.
I kolejna parodia w tym roku. Nie wyróżnia się ona niczym nowym, inspirującym, ciekawym, zabawnym i tak dalej. Oklepany motyw – weźmy scenariusz wielkiego hitu, zmodyfikujmy go, do tego dodajmy kilka wątków i postaci z innych, wielkich hitów i całość wypuśćmy do kin. Ale miarka się już przebrała. Może za pierwszym razem (vide „Straszny film”), śmieszyło puszczanie bąków, przypadkowe upadki (oczywiście!), obrywanie patelnią czy stawanie na grabie. Ale już nie. Przynajmniej ja mam serdecznie dość takich filmów. Są żenujące.
Jako że podobał mi się „Spider-man”, a filmy o superbohaterach należą do jednych z moich ulubionych myślałem, że ‘a może’, a może nie będzie tak źle. No, ale przeliczyłem się. Reżyser odpowiedzialny za trzecią i czwartą część „Strasznego filmu” jedzie na tych samych żartach, dialogach i wpadkach, które podobno miały śmieszyć w dwóch poprzednich filmach. Nie śmieszą. W ogóle.
Jednak mam przykrą wiadomość dla siebie i wszystkich antyfanów takich filmów jak ten. To nie koniec ery parodii filmów. Wystarczy spojrzeć na wyniki kasowe: „Komedia romantyczna” – 84, 7 mln $, „Wielkie kino” – 86, 8 mln $, „Poznaj moich Spartan” – 84, 1 mln $, a „Superhero” ma już na koncie 59, 6 mln $. Pod koniec sierpnia do kin wejdzie „Disaster Movie” (w Polsce „Totalny kataklizm” aż w listopadzie) i jak nazwa podpowiada, naśmiewać się będzie z filmów katastroficznych. W przyszłym roku natomiast czeka nas "Sci-Fi Movie".
Podsumowując, „Superhero” to film supergłupi, supernudny i superżenujący. Jeśli lubisz takie filmy, to raczej na nic się zdadzą moje słowa krytyki, jednak, jeśli wahasz się nad obejrzeniem, to podpowiadam – naprawdę nie warto.

