8 części prawdy (2008)

W małym hiszpańskim miasteczku spotykają się głowy wszystkich państw świata. Zachowano najwyższe środki ostrożności. Jednak mimo to dochodzi do zamachu na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo, kto, po co, dlaczego i w jaki sposób. Wybucha panika, potem bomba, ale to dopiero początek. Zamach obejrzymy nie raz, a kilka razy.

Nie wiem, co pił dystrybutor przy tworzeniu tytułu tego filmu, ale ja po prostu ośmiu części prawdy się nie naliczyłem. Może jakąś rozszerzoną wersję miał, a do kin trafiła zredukowana, nie wiem, ale tytuł to pomyłka wielka. Tak czy siak, scenę zamachu i to, co dzieje się po niej ukazane nam są z perspektywy kilku osób, m.in. ochroniarza prezydenta, samego prezydenta, dziennikarki czy turysty. I tych rolach mamy między innymi Dennisa Quiada z jedną miną przez cały film, Matthew Foxa, znanego z „Zagubionych” – bardzo dobrze się spisał. Jest też Sigourney Weaver znana z „Obcego”, czy też laureat Oscara z roku 2006, Forest Whitaker. Każda z tych postaci miała coś w sobie, no może prócz wspomnianego Dennisa Quaida, który minę miał jakby na jeża usiadł. I tak cały czas!

Ukazanie tego samego kilka razy, dla mnie było niesamowicie męczące. Za trzecim czy czwartym razem chciałem już wyłączyć to i dać sobie spokój. Generalnie tylko naprawdę dobre filmy lubię oglądać więcej niż jeden raz i to w odstępie przynajmniej kilkumiesięcznym, a co dopiero mówić, o tym nie za ciekawym filmie i tych samych scenach, co 10 minut? Owszem, do każdego punktu widzenia dodano coś nowego, ale mimo wszystko było to niesamowicie żmudne i koszmarne.

Co do samej fabuły filmu to nie jest źle. Szczególnie końcówka i mało prawdopodobny wyścig – efektowny, ale tego z „Krucjaty Bourne’a” nie przebije. Gdyby nie koszmar, o którym wcześniej mówiłem i brak realizmu to było by nawet znośnie. Pominę już oklepany wątek zamachu na prezydenta, bo to widzieliśmy tysiące razy i niczym nowym ten film się nie wyróżnia.

Podsumowując, film ten to czysta rozrywka bez zbytniego wysilania szarych komórek – obejrzeć i zapomnieć, ewentualnie w ogóle nie oglądać, przecież niczego wielkiego nie stracicie.

Moja ocena: 4/10

Zobacz również:

  Sie 12 2008, 20:10:54, link 
1. pietraseq

;) tak się składa, że dwa dni temu oglądałem ten film. Zadziwiłeś mnie trochę :) bo ja jak najbardziej doliczyłem się tam 8 części ;) wcale to nie jest trudne (dla pewności teraz sprawdziłem). Ogólnie film bardzo mi się spodobał i to, że wszystko zostało ukazane z kilku ujęć niewątpliwie działa na plus dla tego filmu i sprawia, że jest ciekawszy… Ale cóż...to tylko moja skromna opinia ;)


  Sie 13 2008, 14:42:39, link 
2. Aciddrinker

Dobry film. Bez rewelacji, ale jest to solidny film akcji. Niezłe aktorstwo i trzymająca w napięciu do ostatniej minuty fabuła to ogromne plusy „Vantage point”. U mnie 4/6


  Sie 13 2008, 23:33:51, link 
3. Amas

Mnie film bardzo się podobał. Jeden z niewielu filmów akcji jakie przypadły mi do gustu. Co do realizmu, to fakt, mogło być lepiej, ale nie ma na co narzekać. Moim zdaniem film warty obejrzenia.


  Sie 20 2008, 08:15:04, link 
4. anoriell

Już miałam nie oglądać tego filmu i spisać go na straty, ale po przeczytaniu komentarzy tak różnych od Twojej opinii postanowiłam się przekonać sama.


Dodaj swój komentarz