Benjamin Baker (Johnny Depp) miał piękne, sielankowe życie. Jednak zły sędzia Turpin (Alan Rickman) odebrał mu żonę oraz dziecko i skazał go na kilka lat do zamorskiego więzienia. Po tym wszystkim bohater wraca, przybiera nazwisko Sweenney’a Todda i poprzysięga zemstę. Na swojej drodze spotyka panią Lovett (Helena Bonham Carter), która od razu w nim się zakochuje. Wcześniej Sweeney pracował, jako golibroda, to też teraz chciałby wrócić do swojego fachu. Wraz z Lovett obmyślają podstępny plan. Na piętrze Todd otworzy salon golibrody, natomiast na dole pani Lovett cudowną restaurację z przepysznymi ciastkami. Nikt jednak nie wie, że nadzienie owych łakoci, pochodzi z zakładu Sweeney’a Todda, a dokładniej są to jego klienci. Bohater czeka, aż w końcu odwiedzi go sędzia Turpin.
Tim Burton + Johnny Depp = gwarancja sukcesu. Jest to już szósty film tego duetu, a także kolejny, w którym na dokładkę mamy genialną Helenę Bonham Carter.
Usłyszawszy o tym filmie chciałem jak najszybciej go zobaczyć i nie mogłem się doczekać. Myślałem, że czeka mnie mroczne i demoniczne połączenie „Charliego i Fabryki Czekolady” z „Gnijącą Panną Młodą”. Po seansie byłem lekko zawiedziony. Film owszem, był mroczny, klimatyczny i bardzo Burtonowski, jednak momentami wyglądało to, jakby na drugim stołku reżysera siedział Quentin Tarantino. Było to bardzo dużo krwi, bardzo podobnej i charakterystycznej dla filmów Tarantino.
Ale nie to było najgorsze, zawiodłem się, ponieważ przez pół filmu nic się nie działo. Dopiero potem akcja nabrała rozpędu i sam finał był nieziemski. Zakończenie muszę pochwalić, było cudowne. Bardzo dużym plusem jest też gra aktorska. Johnny i Helena są jak zwykle absolutnie genialni, spisali się Oscarowo, aczkolwiek tylko Johnny dostał nominację. Godna pochwały jest też scenografia i kostiumy. Lekko groteskowo, trochę mroczne, a trochę przerysowane, ale bardzo mi się podobały. Zresztą, film dostał ode mnie trzy nagrody Nicole, za reżyserię, rolę Johnny’ego i właśnie scenografię (więcej…).
Celowo nie wspominałem o pewnym elemencie filmu, gdyż poświęcę mu cały akapit. Muzyka. To, co jest nowe u Burtona, to to, że stworzył on musical. Pierwotnie wystawiany na Broadwayu, teraz w kinie. Nie będę komentował tego jak śpiewali Depp i Carter, niemniej jednak nie przeszkadzało mi to, nie uważam, że było to takie tragiczne. Muzyka mi się podobała. Jest kolejnym plusem tego filmu, jednak wolę, gdy Tim Burton tworzy normalne film, i takich też mu życzę, Pani Burton, zostaw pan już te musicale. :)
Tak czy owak, nowy film Tima Burtona spisuje się bardzo dobrze, jest to dziełko ciekawe i inne, jak każdy obraz tego reżysera, wielokrotnie nagradzany i nominowany, jeden z lepszych w roku 2007 – obejrzeć na pewno warto i tego też Wam życzę.
Moja ocena: 8+/10
- Nicole 2007 – Najlepszy aktor pierwszoplanowy – Johnny Depp
- Nicole 2007 – Najlepsza reżyseria – Tim Burton
- Nicole 2007 – Najlepsza scenografia
