Alvin, Teodor i Simon to trzy rozśpiewane wiewiórki. Pewnego razu drzewo, na którym mieszkały zostało ścięta i zabrane do siedziby wielkiej firmy fonograficznej, jako materiał na choinkę. Tam zwierzątka w popłochu trafiają do koszyka Davida Seville’a (Jason Lee), który pisze piosenki dla owej firmy. Mężczyzna niczego nie świadom zabiera wiewiórki do swojego domu. Są one nad wyraz mądre i urządzają sobie ucztę w kuchni Davida, gdy ten śpi. Szybko jednak zostają przyłapane, a miedzy nimi a Seville’m nawiąże się ciekawa, rozśpiewana współpraca.

Alvin, Teodor i Simon długo gościły na szklanym, małym ekranie, jako animowane postacie. Sam nawet pamiętam, że oglądałem taką bajkę, ale było to dawno temu. W 2007 reżyser Tim Hill (wcześniej zrobił m.in. „Garfielda 2”) postanowił przenieść zwierzątka na duży ekran w postaci filmu aktorskiego. I po części mu się udało zrobić to świetnie, ponieważ same wiewiórki są ślicznie, słodkie i w ogóle urzekają od pierwszego pojawienia się. Każda scena z nimi jest zabawna i ciekawa.

Gorzej wypada już obsada aktorska. Główna rola, Jason Lee nie jest rewelacyjna. Nawet bym powiedział, że jest słaba i nijaka. Pozostali aktorzy również słabo. Fabuła filmu prosta i przewidywalna, ciekawa też jest muzyka śpiewna przez wiewiórki.

Podsumowując, „Alvin i wiewiórki” nie jest filmem rewelacyjnym, jednak warto go obejrzeć choćby dla tych przemiłych i przeuroczych wiewiórek. Film odniósł spory sukces kasowy, to też producenci już planują drugą część na rok 2010.

Moja ocena: 7/10

Zobacz również:

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 15 cze 2008 o 16:45

Skomentuj


*