Eddie (Ben Stiller) długo był kawalerem. Pewnego razu, przypadkiem, spotyka Lilę (Malin Akerman). Oboje przypadają sobie do gustu i po jakimś czasie Eddie oświadcza się Lili, potem jest huczne wesele i para wylatuje na miesiąc miodowy. I tu zaczynają się schody. Nieskazitelna i wręcz wydawałoby się idealna Lila pokazuje w końcu, że wcale taka święta nie jest. Na domiar złego, Eddie poznaje piękną Mirandę (Michelle Monaghan), z którą spędza więcej czasu niż z własną żoną. Co zrobi bohater, gdy odkryje, że wcale nie kocha Lili, a prawdziwa miłość jest dopiero przed nim?
Kolejna komedia z Benem Stillerem w roli głównej. Dochodzę do wniosku, że wszelakie komedie z nim są prawie zawsze takie same. Jest trochę śmiesznie, ale nigdy rewelacyjnie. Po prostu komedia na jeden wieczór, obejrzeć i zapomnieć. Nie inaczej jest w przypadku „Dziewczyny moich koszmarów”. Podczas seansu nie nudzimy się, jest sporo zabawy, trochę sprośności, trochę dziwne i przewrotne zakończenie no i Ben Stiller. I jak zwykle, w jego otoczeniu piękne kobiety, tutaj Malin Akerman i Michelle Monaghan.
Film nakręcili bracia Farrelly – Peter i Bobby. Patrząc na ich wcześniejsze dokonania, można stwierdzić, że raz mają coś ciekawego do powiedzenia, innym razem błądzą. Stworzyli świetną komedię „Głupi i głupszy”, po czym zrobili „Ja, Irena i ja”, jeden z głupszych filmów, jakie widziałem. Potem byli „Skazani na siebie”, „Miłosna rozgrywka” i dochodzimy do omawianego tutaj filmu. Plasuje się on mniej więcej po środku – jak już wspomniałem, fajny, ale nie rewelacyjny. Obejrzeć można.

