Na Ziemi zostaje znaleziony statek kosmiczny. Pierwsze osoby, które miały z nim kontakt staja się inne. Później kolejni zmieniają się. Nikt nie wie, co im jest i dlaczego tak się dzieje. Są nieczuli, nieludzcy. Wkrótce waszyngtońska pani psychiatra Carol Bannell (Nicole Kidman) odkryje, że wszyscy oni zostali zakażeni wirusem. Atakuje on podczas snu, dlatego jedyną ochroną przed nim jest nie zasypiać. Carol będzie musiała odnaleźć i uratować swojego syna, a pomoże jej w tym przyjaciel Ben Driscoll (Craig David). Czy uda się jej nie zasnąć? A jeśli nie, to czy jest to jedyna droga na obronę przed wirusem?
Pierwsze wrażenie: spodziewałem się czegoś lepszego. Inwazja kosmitów, czy też ich odłamków, wirusów itp. to motyw znany, ten tutaj pochodzi z książki „Inwazja porywczy ciał” Jacka Finneya, która zresztą kilka razy była już ekranizowana. Teraz do udziału w filmie zaproszono moją ukochaną, ubóstwianą, cenioną i faworyzowaną aktorkę Nicole Kidman i, ostatnio na topie, Craiga Davida. I o ile do ich kreacji aktorskich nie mam żadnych zarzutów, to już do samej akcji filmu i scenariusza można by się przyczepiać. Bo momentami jest nudno… bo rewelacji nie ma… bo takie to wszystko oklepane itd. Oglądało się miło, zwłaszcza wszystkie sceny, gdzie była Nicole, ale tak szybko jak się to oglądało, tak szybko się o tym filmie zapomni. Po prostu taki typowy jednorazowiec, a szkoda… Nicole raz trafia na dobre role, a raz na gorsze…

