Zaczyna się pięknym i radosnym „Good Morning, Baltimore”. Potem jest już tylko lepiej. Mamy lata 60. Tracy Turnblad (Nikki Blonsky) to pulchna nastolatka, która spędza czas głownie na oglądaniu jednego z najpopularniejszych programów w TV, „Corny Collins Show”. Jego formuła opiera się na barwnych strojach, przebojowych piosenkach, a jego aktorzy i piosenkarze znacznie różną się od Tracy. Raz w miesiącu organizowany jest również Dzień Murzyna, wtedy to wszystkie piosenki śpiewają murzyni. Tracy zupełnie przypadkiem pokazuje, co potrafi, swój fantastyczny taniec. I tak następuje rewolucja – pierwszy raz w Corny Collins Show zostaje przyjęta pulchna nastolatka. Ale to dopiero początek wielkich zmian.
Barwna, energiczna i przebojowa ekranizacja broadwayowskiego musicalu. To, co głównie tutaj króluje i co powinno królować to niesamowita muzyka! Świetne piosenki wplecione i budujące film oraz aktorzy, którzy mają doskonałe warunki, by to piosenki wykonywać to główne walory tego filmu. Oczywiście dobry scenariusz, lekkość i świeżość fabuły oraz scenografia i kostiumy to kolejne plusy. W rolach głównych mamy debiutującą Nikki Blonsky, a u jej boku m.in. Zac Efron, Michelle Pfeiffer, John Travolta czy Christopher Walken. Całość oglądało się z przyjemnością, mogę nawet rzec, że nominacje do Oscarów za rok 2007 posypią się, a może i nawet będzie statuetka za muzykę, tego bym temu filmowi życzył. :) Niestety, zero nominacji.
Podsumowując, „Lakier do włosów” należy do mojej czołówki najlepszych filmów roku 2007 oraz do plejady moich ulubionych filmów, bo co, jak co, ale musicale uwielbiam. Naprawdę polecam, świetna rozrywka.

