Rossie (Michelle Pfeiffer) pracuje w telewizji przy produkcji nudnych i sztucznych seriali, które, o dziwo, mają sporą oglądalność. Kobieta jest gruba po czterdziestce, jednak wciąż wygląda młodo. Na planie pojawia się nowy aktor, który stara się o rolę w serialu, Adam (Paul Rudd). Jest on dużo młodszy od Rossie, jednak między nimi zaczyna się coś dziać. Adam, dzięki zasługom Rossie dostaje rolę w serialu, awansuje jednocześnie na kochanka Rossie i główną gwiazdę stacji. Wszyscy współpracownicy Rossie nie widzą w tym nic złego poza nią. Ona właśnie stawia sobie pytania, czy dobrze robi, czy powinna wiązać się z kimś dużo młodszym od siebie itp.

Film autorki dwóch świetnych komedii – „I kto to mówi” oraz „I kto to mówi 2” – Amy Heckerling, miał być satyrą i parodią życia w Hollywood. Wyszło pośrednio. Owszem, wszyscy od razu przyzwyczajają się do tego, że Rossie jest z Adamem, jedynie ona sama ma jakieś wyrzuty sumienia. Całość komentuje postać Matki Natury, która wyśmiewa poczynania bohaterki.

W filmie najbardziej podobała mi się właśnie postać Matki Natury, to dzięki niej było zabawnie i ciekawie. Bo ogólnie to jest to kolejna komedia romantyczna, aż dziw, że zagrała w niej taka aktorka jak Michelle Pfeiffer. W ogóle, gdy już jesteśmy przy Michelle, to rok 2007 obfitował dla niej w trzy filmy – „Lakier do włosów”, „Gwiezdny pył” oraz właśnie „Nigdy nie będę Twoja”. I jak w „Lakierze” i „Pyle” była genialna, tak już tutaj jest raczej nijaka, co bardziej wynika ze scenariusza, niż z braku talentu aktorki, bo ten jest olbrzymi.

Podsumowując, owy film obejrzeć można, jednak zachwytu nie będzie. Baaa, nawet niektórych może zanudzić. Mi podobał się średnio, nie żeby usypiał, ale bez rewelacji.

Moja ocena: 5/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 06 lut 2008 o 17:46

Skomentuj


*