Na Little Whinging pojawiają się Dementorzy. Atakują Harrego Pottera (Daniel Radcliffe) i jego kuzyna Dudley’a. Potter oby obronić siebie i jego rzuca zaklęcie Petronusa i tym samym łamie przepis nieużywania magii w świecie mugoli. Otrzymuje list, który ‘oznajmia’ mu, że został wyrzucony z Hogwartu i musi stanąć przed Wizengamotem i wyjaśnić całą sytuację. Na Little Whinging pojawiają się przyjaciele Harrego, którzy zabierają go do domu Syriusza Blacka (Gary Oldman). Harry pojawia się przed Wizengamotem i zostaje oczyszczony z zarzutów. W Hogwarcie natomiast wysłanniczka Ministerstwa – Dolores Umbridge (Imelda Staunton) zaczyna wprowadzać swoje zasady w szkole czarodziejów. Jednocześnie Harry tworzy Armię Dumbledora, gdzie uczy niektórych uczniów obrony przed Czarną Magią, czego zabroniła pani Umbridge. Z Azkabanu ucieka przerażająca Bellatrix Lestrange (Helena Bonham Carter).
Celowo w powyższym streszczeniu nie wspomniałem o tytułowym Zakonie Feniksa, bo właśnie mało Zakonu w „Zakonie”. Książkę, która ma ponad 1000 stron ‘ubito’ w ok. 160 minut filmu. Jedne wątki wydłużono, drugie obcięto. Wrażenie z całości – mieszane.
Przede wszystkim uwagę trzeba zwrócić na bardzo dobre aktorstwo drugoplanowe, między innymi Imelda Staunton jako różowa Dolores czy Helena Bonham Carter jako Bellatrix, która była demoniczna, nieobliczalna i z całego filmu to ona właśnie najbardziej mnie zachwyciła. Szkoda, że pojawiła się na tak krótko, ale z tego, co wiem, w szóstej części będzie jej więcej.
Zakończenie filmu pozostawia pewien niedosyt. Mało genialnej Bellatrix, Harry nijaki, a wszystkiemu zaradził Dumbledore. Również śmierć jednego z głównych bohaterów pozostawia wiele do życzenia, nie wiem, nie czytałem książki, ale w filmie nie podobało mi się to. Emocje Harrego po tym wydarzeniu stonowane i małe wyeksponowane, a w końcu chyba powinien inaczej to przeżywać. Bardziej zwrócono uwagę na efekty specjalne, które rzeczywiście były dopracowane i dobre.
Porównując „Zakon Feniksa” do pozostałych części wypada on tak… inaczej. Dwie pierwsze części („Kamień filozoficzny” i „Komnata tajemnic”) były czysto familijnym kinem. „Więzień Azkabanu” był już dobry i mroczny, podobnie jak czwarta część („Czara ognia”). „Zakon” nieco cofnął się. Oczekiwałem kolejnej porcji mroku i tym podobnych, a dostałem takie trochę przesłodzone ‘coś’. Mogło być dobrze, a było nijako.
Podsumowując, piąta część przygód nie małego już czarodzieja, to kino dobre, ale nie rewelacyjne. Potteromaniacy będą zadowoleni, inni.. nie wiem. Ja i tak lubię Harrego i z niecierpliwością czekam na pozostałe dwie części. Oby były mroczniejsze.






