Erik Stifler (John White), kuzyn znanego już z poprzednich Stiflera, wraz z przyjaciółmi idzie do college'u. A jak to bywa na tym etapie nauki, trzeba wybrać jakieś bractwo, do którego będzie się należało. Erik ze znajomymi wybierają to samo, do którego należy jego brat – Dom Beta. Jednak, aby do niego należeć trzeba przejść szereg prób i wykazać się prawdziwym poświęceniem i chęcią bycia w tymże bractwie. Ale to nie wszystko. Będą jeszcze legendarne, zakazane igrzyska między Domem Beta a bractwem maniaków.
American Pie chyba będzie kontynuowany dłużej niż jesteśmy sobie to w stanie wyobrazić. Ale czy to źle? Odpowiedź na to pytanie nie jest taka prosta. Bo, mimo, że komedia ta, jest sprośna, niesmaczna i nieprzyzwoita, to mimo wszystko śmieszna. „Dom Beta” w moim mniemaniu był nawet lepszy od „Nagiej mili” i „Wakacji”.
Nie wszyscy sobie zdają sprawę, że pierwsza trylogia, a kolejne części tego filmu („Wakacje”, „Naga Mila”, „Dom Beta”) to nie do końca to samo. Pierwsze trzy części były wprowadzone do kina, występowały tam te same postaci i fabuła była, jako tako powiązana. Natomiast pozostałe filmy to już produkcje, które trafiają od razu na rynek DVD i w Stanach Zjednoczonych noszą wspólną nazwę „American Pie presents”, czyli coś w stylu „American Pie prezentuje”. Oczywiście jakiś związek z pierwszą trylogią jest, jednak bohaterów z tamtych części (prócz nieśmiertelnego ojca Jima vel. Pana Levensteina) tutaj nie zobaczymy.
Podsumowując, szósta część amerykańskiej szarlotki, to śmieszny film, z humorem na dosyć niskim poziomie, sprośnym i niesmaczny, jednak mimo wszystko ogląda się to dosyć dobrze i czasem sobie na takie ‘odmóżdżenie’ można pozwolić.

