Historia mężczyzny i jego dziwnego hobby. Kaskader Mike (Kurt Russell), bo o nim mowa posiada bardzo dziwny samochód. Siedzenie kierowcy jest jakby w skrzynce, aby w razie wypadku nic mu się nie stało. Mike poznaje piękne dziewczyny i namawia je na przejażdżkę swoim autem. Jedna nawet zgodziła się, co było brzemienne w skutkach. Inne natomiast nawet nie musza wsiąść, aby ‘poznać’ samochód Mike’a. Mężczyzna bawi się życiem innych, ale co zrobi, gdy ktoś zapragnie zabawić się jego życiem?
Pierwsza część dwuodcinkowego cyklu o nazwie „Grindhouse”, na który składają się dwa filmy – „Death Proof” wyreżyserowany przez Quentina Tarantino, oraz „Planet Terror” Roberta Rodrigueza. Pierwotnie całość miała być pokazana, jako jedność i tak było w USA, Europa natomiast musi cierpliwie znieść to, że „Grindhouse” podzielono na dwa filmy, w Polsce jeden pierwszy był w lipcu, drugi w październiku.
„Death Proof” to film mistrza Quentina Tarantino. Mając w głowie takie dzieła jak “Kill Bill” czy “Pulp Fiction” oczekiwałem czegoś naprawdę dobrego, świeżego i zaskakującego. Pierwsza część „Grindhouse”, to owszem film dobry i specyficzny, ale jednak czegoś tu brakowało. Oglądało się bardzo miło, brutalne i przerysowane sceny śmierci bohaterek świetne i bardzo ‘Tarantinowskie’. Ale większa część filmu to dialogi. Ciekawe i mądre, ale długie i… trochę nudne. Przykróciłbym je trochę. Tak czy owak, film był bardzo dobry i jeśli ktoś przepada za Tarantino to i ten film przypadnie mu do gustu.

