Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 4 miesięcy 23 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Ted Crawford (Anthony Hopkins) dowiaduje się, że jego żona ma romans. Wraca do domu. Bierze broń i strzela jej w twarz. Tak po prostu, ze stoickim spokojem. Następnie czeka na przybycie policji. Kochankiem zony był detektyw Rob Ninally (Billy Burke), który aresztuje Teda. Bohater zostaje oskarżony o morderstwo. Żona jednak żyje, ale zapadła w śpiączkę. Ted rezygnuje z prawa do adwokata i twierdzi ze sam będzie się bronił. Oskarżycielem zostaje Willy Beachum (Ryan Gosling), który właśnie został zatrudniony w prywatnej kancelarii prawniczej, a sprawa Crawforda ma być jego ostatnią w publicznej kancelarii. Wszystko z początku wydaje się łatwe i Willy myśli, że raz dwa zakończy to i będzie mógł cieszyć się nową pracą, nie wie jednak, że będzie to jego najtrudniejsza rozprawa w życiu.
Bardzo dobrze napisany, świetnie wyreżyserowany i znakomicie zagrany dramat sądowy. Rewelacyjny – jak zawsze – Anthony Hopkins oraz dotrzymujący mu kroku Ryan Gosling. Zachwycająca była pewność siebie głównego bohatera a także stopniowo pogarszająca się niepewność jego oskarżyciela. W pełni satysfakcjonujące, zaskakujące i dobre jest zakończenie. Po nim mamy otwartą buźkę jeszcze przez jakiś czas (z szoku, zdziwienia). Całe ponad 110 minut to czas spędzony na wyśmienitej, wciągającej rozrywce, zero nudy, doskonałe dialogi i rosnące napięcie z każdą sceną. Zdecydowanie polecam film, trzeba obejrzeć.
