Ted Crawford (Anthony Hopkins) dowiaduje się, że jego żona ma romans. Wraca do domu. Bierze broń i strzela jej w twarz. Tak po prostu, ze stoickim spokojem. Następnie czeka na przybycie policji. Kochankiem zony był detektyw Rob Ninally (Billy Burke), który aresztuje Teda. Bohater zostaje oskarżony o morderstwo. Żona jednak żyje, ale zapadła w śpiączkę. Ted rezygnuje z prawa do adwokata i twierdzi ze sam będzie się bronił. Oskarżycielem zostaje Willy Beachum (Ryan Gosling), który właśnie został zatrudniony w prywatnej kancelarii prawniczej, a sprawa Crawforda ma być jego ostatnią w publicznej kancelarii. Wszystko z początku wydaje się łatwe i Willy myśli, że raz dwa zakończy to i będzie mógł cieszyć się nową pracą, nie wie jednak, że będzie to jego najtrudniejsza rozprawa w życiu.
Bardzo dobrze napisany, świetnie wyreżyserowany i znakomicie zagrany dramat sądowy. Rewelacyjny – jak zawsze – Anthony Hopkins oraz dotrzymujący mu kroku Ryan Gosling. Zachwycająca była pewność siebie głównego bohatera a także stopniowo pogarszająca się niepewność jego oskarżyciela. W pełni satysfakcjonujące, zaskakujące i dobre jest zakończenie. Po nim mamy otwartą buźkę jeszcze przez jakiś czas (z szoku, zdziwienia). Całe ponad 110 minut to czas spędzony na wyśmienitej, wciągającej rozrywce, zero nudy, doskonałe dialogi i rosnące napięcie z każdą sceną. Zdecydowanie polecam film, trzeba obejrzeć.

