Seth (Jonah Hill) i Evan (Michael Cera) to znajomi od zawsze. Głównym tematem ich rozmów są dziewczyny, seks, alkohol, imprezy. Aktualny problem to ich dziewictwo. Kończą liceum a wciąż są prawiczkami. Stanowi to dla nich powód do hańby. Chcą to zmienić i jak się okazuje będą mieli do tego sposobność. Zostają zaproszeni na imprezę do koleżanki z klasy, a ich zadanie jest zaopatrzenie tej zabawy w napoje alkoholowe. Nie jest to takie łatwe. Wszyscy jest przeciwko nim. Kolega z podrobionym dowodem zostaje zgarnięty przez policję, a gość, który potrącił Setha zabiera ich na jakąś dziką libację. Czy uda im się sprostać wymaganiom, dostarczyć alkohol i zaliczyć koleżanki?
Jak okazuje się, nie będzie to najważniejsze. Kolejna komedia ze stajni Judda Apattowa, który ma już na swoim koncie dwie, podobne komedie – „40-letniego prawiczka” oraz „Wpadkę”. Pomysł był prosty, w bardzo brzydki sposób przekazać coś bardzo ważnego. I tak jak we „Wpadce” ten brzydki sposób był trochę bardziej wysmakowany i zrównoważony, tak tutaj jest już ostra jazda po bandzie. Słowa na F (f-words) padają, co chwila, a sceny są niesmaczne, ale często też zabawne. Humor „Supersamca” jest szaletowy, zbliżony do tego w „American Pie” czy innych tego typu komedyjkach. Jednak „Supersamiec” stoi ponad to wszystko, bo ma swój ukryty morał ukazany nam dopiero w zakończeniu. W sumie to średnio mi się podobało. Nie lubię tego typu humoru, nawet, jeśli niesie on za sobą jakieś głębsze przesłanie.
Podsumowując, „Supersamca” obejrzeć można, ale dla mnie zachwytu nie było. Po prostu kolejna sprośna komedia, która odniosła sukces.

