Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 5 miesięcy 17 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Pewna firma wysyła swoich pracowników na obóz integracyjny do Rumuni. Niestety, na drodze pojawia się przeszkoda, pilot kłóci się z kierowcą i wszyscy zostają w środku lasu z bagażami i bez autobusu. Postanawiają odnaleźć ośrodek, do którego mieli dotrzeć, jednak znajdują stara ruderę i wydaje im się, ze to tu mieli spędzić kilka dni. Ale już pierwsza noc utwierdza ich w przekonaniu, ze cos jest nie tak. Ktoś ich obserwuje, doświadcza tego jedna z pracownic widząc człowieka w oknie. Z czasem dowiedzą się, ze są w pułapce, a ktoś poluje na ich życie.
W 2004 roku „Piła” numer jeden zapoczątkowała modę na przemoc, krew i flaki na dużym ekranie (przyjmijmy, że zaczęło się właśnie od tego, nie mówię, że wcześniej takich filmów nie było). Z roku na roku jest ich coraz więcej – zarówno takich filmów, jak i flaków. Większość z nich charakteryzuje się słabym scenariuszem, cienkim aktorstwem oraz nastawieniem głównie na szokowanie i obrzydzanie.
„Redukcja” z jednej strony idealnie wpisuje się w powyższy schemat, a z drugiej strony próbuje go obalić, wyśmiać i wykpić. Wychodzi to różnie. Są sceny, których obraz i muzyka wskazywałaby, że za moment komuś coś się stanie a nie dzieje się nic. Innym razem mamy muzykę rodem z komedii familijnej a na ekranie umierają ludzie. Bywa śmiesznie, ale ogólnie jest to film mało ciekawy, czasem nudny, brutalny i krwisty. Nie lubię tego rodzaju filmów, spodobałoby mi się, gdyby była to rzeczywiście tylko parodia, jedna twórcy chcieli trochę tego, trochę tego – no i wyszło takie coś. Pod koniec to już w ogóle zrezygnowano z części zabawnej i mamy zwykły slasher. Cienko, oj cienko – chcecie to oglądajcie.
