Film Andrzeja Wajdy o polskiej tragedii z 17 września 1939 roku. Opowiada o polakach, którzy zostali zaatakowani z dwóch stron, o polskich oficerach, o ich żonach. Każda z nich czeka na swojego mężczyznę – męża, brata… Każda z nich do końca wierzy, że wrócą. Jednak panowie zostają wywiezieni do obozu w Kozielsku. Tam pół roku później zostaną oni bestialsko zabici i zakopani w katyńskim lesie. Dopiero po kilku latach Polacy dowiedzą się o zbrodni, Niemcy oskarżą o to Ruskich, Ruscy oskarżą Niemców, ale po latach wyjdzie, jak było naprawdę.
Film wywarł na mnie całkiem spore wrażenie. Na jego sukces składa się bardzo dobre aktorstwo, świetna muzyka i wstrząsające zakończenie, które było jedyne w swoim rodzaju i chyba, które przyćmiło cały film i po wyjściu z kina pamięta się praktycznie tylko o tym, co przed chwilą zobaczyliśmy. W rolach głównych Wajda zatrudnił plejadę największych polskich gwiazd: Danuta Stenka, Maja Ostaszewska, Andrzej Chyra, Artur Żmijewski, Małgorzata Foremniak, Paweł Małaszyński, Magdalena Cielecka czy Jan Englert. Każde z nich miało swoją mniejszą lub większą rolę i każde z nich jakoś się z niej wywiązało. Najlepsze i najbardziej przekonywujące role przedstawiły nam panie – Maja Ostaszewska zawzięcie czekająca na powrót Rotmistrza, Andrzeja (Artur Żmijewski), a także Magdalena Cielecka czekająca na brata, Piotra (Paweł Małaszyński). Właśnie te dwie pani, no i zakończenie zapadły mi najbardziej w pamięć.
Scenariusz autorstwa Przemysława Nowakowskiego, Władysława Pasikowskiego oraz Andrzeja Wajdy powstał na podstawie książki Andrzeja Mularczyka „Katyń. Post Mortem”. Panowie stworzyli coś z niczego, temat nieporuszany w kinie przez nikogo, czy to z obaw, czy to z szacunku. Teraz Wajda stworzył film, który z marszu stał się dziełem, określanym, jako największe i najważniejsze w roku 2007. Jest także polskim kandydatem do Oscara za rok 2007. Zarabia grube pieniądze, bo ni stąd ni zowąd jego oglądnięcie nakazano wojsko i szkołom, co dla mnie jest trosze śmieszne… no, ale to Polska. A tak dodatkiem mogę napisać, iż wątpię, że Akademii Filmowej w USA spodoba się ten film, raczej nominacji nie będzie.
Podsumowując – „Katyń” jest filmem na jeden raz, zobaczyć i już. Takie polskie, filmowe dzieło, które rzekomo obejrzeć się powinno, – ale bez przesady. Arcydziełem to nie jest.

