Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 6 miesięcy 9 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Życie Emily Jackson (Brittany Murphy) to istna sielanka. Mieszka w pięknym domu z przyjacielem-gejem, pracuje, jako stażystka w brytyjskim wydaniu Vogue, zerwała ze swoim facetem, ale nadal z nim sypia. Niedawno w pracy pojawił się Paolo (Santiago Cabrera), pracujący jako asystent fotografa w gazecie. Emily bierze go za geja, gdyż owy fotograf też nim jest i każdy poprzedni jego pomocnik był równocześnie jego kochankiem. Tym razem Emily chce zeswatać Paolo ze swoim lokatorem, Peterem (Matthew Ryes). Sęk w tym, że Paolo wcale nie jest gejem, a bardziej niż Peter, interesuje go właśnie Emily.
Spodziewałem się po tej komedii dużo więcej. Myślałem, że będzie zabawna i zachwycająca na miarę „Diabeł ubiera się u Prady”, a dostałem coś między „Wpadką” a „American Pie”. Zawiodłem się bardzo. Momentami było zabawnie, aczkolwiek tylko momentami – większość seansu to nuda, gadanie i same omyłki, na których głownie opiera się film. Sporo wątków homoseksualnych, sporo rozpusty (Emily) i jak już wspomniałem same pomyłki i omyłki. Szczerze mówiąc, gdybym poszedł na to do kina – a miałem taki zamiar – żałowałbym wydanych pieniędzy. Nie stało się tak, ale… Brakowało tego czegoś. Natomiast Brittany Murphy, jako Emily zachwycająca i bardzo dobra. Na plakacie filmu wielkimi literami – aby przyciągnąć widzów – widnieją nazwiska: Orlando Bloom oraz Gwyneth Paltrow. Nie dajcie się zwieść, owe gwiazdy pojawiają się na ekranie tylko pod koniec, tylko na kilka sekund i nie wnoszą nic do fabuły, ot tak są, żeby być. Podsumowując – oglądajcie, jeśli bardzo chcecie, nie to nie.
