Katherine Watson (Julia Roberts) przeprowadza się do Nowej Anglii, aby tam podjąć nauczanie historii sztuki w prestiżowej szkole dla dziewcząt – Wellesley College. Jednak już na samym początku czeka ją wielka zeskoczenie. Na pierwszej lekcji, Katherine pokazuje dziewczętom różne obrazy z całego podręcznika, a te wiedzą, co to za obrazy, znają ich tytuły, twórców a także całą historię. Okazało się, że już przed pierwszą lekcją przeczytały cały podręcznik. Wkrótce panna Watson podejmie własny tok nauczania, który nie do końca spodoba się dyrektorom. Katherine zachęci uczennice do samodzielnego myślenia i ich własnej oceny świata. Pozna Betty (Kirsten Dunst) które od samego początku jest nie chętna do współpracy, przygotowuje się do ślubu i pisze w szkolnej gazecie. Jest też Joan (Julia Stiles), zmagająca się nad wyborem zamążpójścia lub dalszej nauki na studiach, czy Giselle (Maggie Gyllenhaal), niezależna, prowokacyjna, ale też bardzo bystra. Nauczycielka ucząc dziewczęta, również sama odkryje coś nowego, co zmieni ją i jej życie.
Zwróciłem uwagę na film głównie przez interesującą obsadę – Julia Roberts, Kirsten Dunst, Julia Stiles czy Maggie Gyllenhaal. Najlepiej wypadła Kirsten Dunst i Maggie Gyllenhaal, aczkolwiek cała czwórka spisała się bardzo dobrze. Przechodząc jednak do fabuły filmu, to nie było najlepiej. Była to taka kobieca, żeńska wersja „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”, jednak tutaj główną rolę odgrywała nie poezja, a sztuka. Równie ważny i ciekawy był morał filmu, który jak Katherine Watson, mówi, że trzeba myśleć samodzielnie, pozytywnie, że świat powinniśmy odkryć sami. Mógłby być odrobinę krótszy, aczkolwiek podobało mi się i seansu nie żałuję.

