Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 8 miesięcy 24 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Istnieją dwie grupy wilkołaków. Dobrzy i źli. Źli są uzależnienie od ludzkiej krwi, gdy zapada zmierzch, polują, piją i uprawiają seks. Dobrzy mają znajomych, którzy przed nocą zapinają ich w pasy i tak całą noc oni sobie tak siedzą. I jeszcze istnieje legenda, że jest jakiś chłopiec, który gdy będzie miał 13 lat to przerwie ową klątwę. Ci dobrzy go pilnują, ci źli chcą go zabić. Do owej trzynastki zostało kilka dni, ale pech (albo reżyser) sprawia, że ci źli znajdują kryjówkę chłopca. Ginie kilku dobrych, ale chłopiec ucieka z innymi dobrymi. I tak cały film się ganiają.
Tak niepoważnie trochę zacząłem ten opis, ale ten film jest niepoważny. Jak na rok 2006, XXI wiek to spodziewałem się naprawdę czegoś lepszego. Bo z samego pomysłu można było wykrzesać więcej, a zrobiono takie coś, że naprawdę szkoda słów. Wszystko jest nienaturalne, głupie, udawane, sztuczne i do tego nudne! Nieudany powrót Jasona Behra, znanego mi tylko z „Roswell: W kręgu tajemnic”. Szczerze mówiąc, to przez te prawie dwie godziny to oni sobie tak się ganiali, skakali, zabijali, tak, że pod koniec to tylko nieliczni są żywi. Takie bezsensowne mordobicie. Bardzo, ale to bardzo odradzam ten film, takie flaki z olejem. Ble.
