Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 8 miesięcy 22 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Niemcy, czasy przed upadkiem muru berlińskiego. Wybuchają zamieszki, Alex zostaje złapany, spałowany i zabrany przez policję. Wszystkiemu przygląda się jego matka, Christine. Niestety, kobieta nie wytrzymuje tego i dostaje zawału. Policja, ze względu na matkę, wypuszcza Alexa. Christine zapada w śpiączkę, która trwa bardzo długo. Mur berliński zostaje zburzony, w Niemczech nastają wielkie zmiany, NRD łączy się z RFN. Po kilku latach kobieta się budzi, ale lekarz oznajmia, że nie może się ona w ogóle denerwować, gdyż kolejnego zawału już nie przeżyje. Święcie przekonana, że jej śpiączka trwała zaledwie kilka miesięcy, nadal wierzy, że jest przed upadkiem muru, że żyje w starym NRD. Alex, aby nie denerwować matki i nie stwarzać jej stresu postanawia odbudować świat z przed kilku lat w jej własnym pokoju. Do domu wracają stare meble, stare gazety, Alex wraz z kolegą nagrywają wiadomości stylizowane na lata przed 1989. Wszystko po to, by kochana matka żyła w spokoju.
Ciepła, niemiecka komedia o miłości syna do matki, o tym jak wiele jest on gotów zrobić, aby kobieta czuła się szczęśliwa. Rewelacyjna kreacja głównego bohatera, który jest jednocześnie narratorem filmu, a także jego rodzicielki, która choć przeleżała większość filmu, to i tak była bardzo zauważalna i budowała film. Do tego można jeszcze dorzucić karykaturalnie odtworzony świat Niemiec z lat 1989 i w górę. Całość składa się na ciekawą i wzruszającą opowieść. Doceniony nie tylko przez widzów, ale także krytyków i sporą ilość festiwali, obraz „Good Bye, Lenin!” jest naprawdę godny polecenia.
