Zostaje znaleziony przez rybaków na środku oceanu. Postrzelony dwukrotnie w plecy, opatrzony przez rybaka budzi się i nie wie, kim jest, gdzie jest i jak się znalazł tam gdzie jest. Jedyna wskazówka, jaka może mu pomóc, to numer konta bankowego w Szwajcarii, który był ukryty w jego udzie. Odwiedza ten bank i sprawdza, co jest na jego koncie. W skrytce znajduje swój dowód tożsamości – Jason Bourne (Matt Damon) – ale nie tylko… Są też inne dowody, z różnych krajów, jest też masa pieniędzy i pistolet. Zagadka robi się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy odkrywa, że potrafi doskonale się bić i umie kilka języków. Jason ma w dowodzie wpisane, że mieszka we Francji. Spotyka młodą Marie St. Jaques (Franka Potente) i proponuje jej, że za „drobną” opłatą zawiedzie go do Francji, do Paryża. Marie zgadza się. I tak Jason postanawia odkryć, jaka jest jego prawdziwa tożsamość.
Zapomniana przeszłość, problemy z identyfikacją, pytania typu „kim ja jestem?” itd. przerabiane były w filmach niezliczoną ilość razy. Tym razem zekranizowano pierwszą, z trylogii książek o Jasonie Bourne’ie, autorstwa Roberta Ludluma. Książek nie czytałem, ale film spisuje się świetnie. Często powielany temat tutaj nabiera odrobiny świeżości, smaczku dodaje postać Marie, świetnie zagrana przez Frankę Potente. Zdawałoby się, że po zawiezieniu Jasona do Paryża mogłaby spokojnie ruszyć dalej, jednak zostaje urzeczona słowami „w końcu jesteś jedyną osobą, którą znam” i to właśnie dzięki tym słowom postanawia nie opuścić bohatera i zmierzyć się z jego przeszłością, ale i przyszłością. Drugoplanowe postacie, to znane twarze – Clive Owen, Julia Stiles czy Chris Cooper. Całość wychodzi obronną ręką i jest świetnym kinem rozrywkowym i pozycją, którą warto obejrzeć i nie martwić się, że będzie to stracony czas.

