Wielka Brytania została doszczętnie spustoszona przez wirusa agresji. Mija 28 tygodni, amerykańska armia przywraca porządek w kraju, a miasta ponownie zostają zaludnianie. Jednak z ogromną ostrożnością. Akcja filmu dzieje się w Londynie, gdzie tylko jego część, wyspa w centrum, zostaje zaludniona przez kilkadziesiąt osób. Wśród niech są dzieci pewnego mężczyzny, który przeżył masakrę, jednak jego żona nie (tę sekwencję widzimy na początku filmu). Jego dzieci postanawiają wymknąć się poza chroniony obszar, do swoje starego domu. Tam znajdują… matkę, która rzekomo nie przeżyła. Wszyscy zostają odeskortowani na wyspę, a matka dokładnie przebadana. Została zainfekowana, ale wytworzyła przeciwciała… Niestety, jej mąż popełnia ogromny błąd i po kontakcie usta-usta z kobietą cały kraj jest znów zagrożony.
W końcu filmowcom udaje się kręcić dobre kontynuacje filmów! Świetnym tego przykładem jest właśnie „28 tygodni później”. W roku 2002 poznaliśmy „28 dni później”, które było intrygujące, świeże i przede wszystkim ciekawe. Teraz powstała kontynuacja, która jest tak samo dobra, momentami nawet brutalniejsza, jednak mimo wszystko zachowuje pewien umiar, a filmowi towarzyszy niesamowity klimat. Nigdy nie wiadomo czy za chwile nie wyskoczy gdzieś jakiś zarażony. Oglądałem film z zapartym tchem i do ostatniej minuty nie wiadomo było, jaki będzie koniec, przeżyją, czy nie, i w jakim składzie. Zdecydowanie trzeba to obejrzeć, a mnie już dziś ciekawi, czy powstanie „28 miesięcy później”. Szczerze mówiąc, co za dużo to nie zdrowo. (Przykłady? „Piraci”. „Spider-man”.)

