Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 9 miesięcy 18 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Evan Baxter (Steve Carell) wraz z żoną (Lauren Graham) i dziećmi przeprowadza się do Buffalo, ponieważ został wybrany na kongresmena. Początkowo wszystko układa się świetnie, jednak Evana odwiedza Bóg (Morgan Freeman) i mówi, że Evan wzorem biblijnego Noe ma wybudować Arkę. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy Evanowi rośnie okropna broda, której nie da się zgolić, na jego adres zostają przysłane różne narzędzia, a także drewno. Za Evanem podążają również wszelakie zwierzęta – samiec i samica z każdego gatunku. Wkrótce zostanie oddalony z kongresu i zajmie się tylko budową Arki – ale czy jest powód jej budowy? W końcu panuje susza, a w pogodzie nie planują żadnych opadów deszczy, a tym bardziej powodzi.
W roku 2003 światło dzienne ujrzał film pod tytułem „Bruce Wszechmogący”. Świetna komedia z Jimem Carrey’em i Jennifer Aniston w rolach głównych. O tyle film był udany, o ile reżyser postanowił podźwignąć swój budżet i nakręcić film o jeszcze jednym wybrańcu Boga.
I tak, jeśli rozwodzić się nad filmem pod kontem kontynuacji, to na pewno jest gorzej, dużo gorzej. Jeśli jednak patrzeć na to, jako oddzielny film, to nie jest źle. „Evan wszechmogący” to kino bardziej dla całej rodziny, z pięknym morałem, kilkoma świetnymi scenami i uroczymi zwierzątkami. Gdy przed obejrzeniem filmu usłyszałem o jego dosyć wysokim budżecie – 160$ – to sobie pomyślałem – co oni upchali w tym filmie, że jest taki drogi? Teraz, po seansie, w sumie kilka spraw się wyjaśniło, bo Arka była ogromna, a i jeszcze na zwierzątka pewnie też kasy trochę wydali. Jedna rzecz, która trochę gryzła, a może była niedopracowana, to to, iż było widać, jak sporo elementów jest robionych przez komputer. Czyżby pieniędzy na dobry i sprawny montaż już zabrakło. Nie wiem. Tak czy owak, „Evan” to film dobry, można obejrzeć, ale bez zachwytu.
