Reed Richards (Ioan Gruffudd) oraz Susan Storm (Jessica Alba) przymierzają się do ślubu. Niestety, cały czas coś staje im na drodze. Tym razem na świecie dzieją się różne, niewyjaśnione zjawiska – piramidy zostają zasypane śniegiem a w Chinach zamarza całe jezioro. Fantastyczną Czwórkę odwiedza generał Hager (Andre Braugher), który przestawia im materiały, że na ziemię przybył nieznany obiekt, który wywołuje właśnie owe anomalie pogodowe. Wkrótce nasi bohaterowie odkryją, że owy obiekt to Srebrny Surfer, który na usługach pożeracza planet – Galaktusa – przybył na Ziemię, aby przygotować ją na zagładę. Fantastyczni będą musieli stawić czoło Surferowi, ale pojawi się jeszcze jeden wróg…
Szczerze mówiąc to jestem zaskoczony. Raz już coś takiego napisałem – „Oszukać przeznaczenie 2” było lepsze od „Oszukać przeznaczenie 1” – sequel pokonał pierwowzór. A tutaj… „Fantastyczna czwórka 2” okazała się lepsza od „Fantastycznej czwórki 1”. I mówię to przy całkiem zdrowych zmysłach, bez żadnych promili we krwi – podobało mi się. Przez ponad 90 minut mamy spektakularną akcję, przeplataną może trochę drętwymi, ale często też zabawnymi dialogami i sytuacjami. Zakończenie musiało być ckliwe, jednak całość w odbiorze jak najbardziej pozytywna. Jest to ekranizacja komiksu, więc typowe kino rozrywkowe i spełnia ono swoją rolę chyba w 100% - bawiłem się doskonale. Jestem pod wrażeniem, nie tego, że film jest rewelacyjny czy coś, bo do końca nie jest, ale że jest lepszy od pierwszej części. Polecam obejrzeć, oderwać się, pośmiać. :)

