Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 10 miesięcy 7 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Jest rok 1969. Do kilku wydawnictw zostaje przysłany list zabójcy, który nazywa siebie Zodiakiem. Żąda on, aby na stronie głównej najnowszego numeru gazet ukazał się jego dziwny szyfr. Przypisuje sobie także kilka zabójstw i grozi następnymi. Wkrótce zacznie się śledztwo, nad którym będzie pracować kilka osób. Oficjalnie będą to dwaj detektywi David Toschi (Mark Ruffalo) oraz jego partner William Armstrong (Anthony Edwards). Sprawie również przyjrzy się dziennikarz Paul Afery (Robert Downey Jr.) jednak szybko z tego zrezygnuje. Najbardziej zaangażowany z złapanie Zodiaka będzie główny bohater filmy, Robert Graysmith (Jake Gylenhaal), rysownik z owej gazety, który zaniedba całe swoje życie tylko po to, aby poznać prawdziwą tożsamość maniakalnego zabójcy.
Reżyser tego filmu, David Fincher zdobył sławę i poważanie takimi hitami jak „Siedem” oraz „Podziemny Krąg” (szerzej znane jako „Fight Club”). Dzięki tym filmom na stałe wpisał się do kanonu reżyserów wybitnych i cenionych. Również na mojej liście dzieł ulubionych jego filmy zajmują wysokie pozycje. Tym razem Fincher powraca po kilku latach przerwy thrillerem „Zodiak”.
Jest on znacznie inny od poprzednich dzieł reżysera, aczkolwiek można doszukać się tego samego tworzenia klimatu, otoczki tajemniczości, poczucia małej grozy. Niemniej jednak ja się zawiodłem. Pierwszy raz słysząc o filmie, miałem nadzieję, na zawikłaną historię zabójcy, który będzie zabiła wg znaków zodiaku czy coś w tym stylu (na przykładzie „Siedem”) – niestety, historia, owszem zawikłana, jednak przedstawiona w sposób bardzo rozlazły, że się tak wyrażę. Film trwa prawie 160 minut, a przez ten czas mamy pokazane krok po kroku śledztwo i próby w ujęciu Zodiaka. Dzieje się mało, dużo jest gadania, szukania dowodów i tym podobnych. Często też jest tak, że przez pół godziny mamy losy detektywów, po czym zapominamy o nich i przedstawiamy losy Roberta Greysmitha, bez jakiegoś połączenia – dopiero pod koniec wszystko nabiera tempa, ale niestety, nam oczy się już kleją.
Fincher zrezygnował ze zwrotu, o 180°, bo ta historia zakończenia po prostu nie ma. Jest ona oparta na faktach autentycznych a Zodiak nie został złapany do dziś. Obsada filmu jest świetna, szczególnie warto pochwalić Roberta Downey’a Jr., który powraca do grania po drobnych kłopotach (alkohol, narkotyki i te sprawy), a także Jake’a Gylenhaal’a w roli głównej. Co do dwojga detektywów, to Mark Ruffolo wyszedł bardzo dobrze, natomiast jego partner Anthony Edwards taki nijaki, nadal mam wrażenie, że to stary, dobry doktor Green z Ostrego Dyżuru.
Podsumowując „Zodiak” jest opowieścią dobrą, dobrego reżysera i z dobrymi aktorami. Czuję nawet, że mogą się posypać Oskary dla tej produkcji. Jednak dla przeciętnego widza jest to film po prostu za długi, męczący i momentami nudny.
