closeTa recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 4 lata 10 miesięcy 6 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Oryginalny tytuł: Pirates of the Caribbean: At World’s End | Reżyseria: Gore Verbinski

Era piratów dobiega końca. Po tym jak James Norrington (Jack Davenport) zdobył serce Davy Jones’a (Bill Nighy), ma kontrolę nad Latającym Holendrem, a także jego załogą. Tymczasem Elizabeth (Keira Knightley), Will (Orlando Bloom) i Kapitan Barbarossa (Geoffrey Rush) wybierają się do Singapuru, gdzie chcą zdobyć tajemnicze mapy, które wskażą im, gdzie jest tytułowy Kraniec Świata. To tam właśnie, w Luku Davy Jonesa, znajduje się, nie, kto inny a Jack Sparrow (Johnny Depp), który trochę zwariował. Po spektakularnej ucieczce z owego Luku, Will postanawia podążać za Latającym Holendrem w celu uratowania swojego ojca, Billa Turnera (Stellan Skarsgard). Jednak zagłada pirackiej rodziny jest coraz bliższa, gdy Norrington zawrze układ z Lordem Beckettem (Tom Hollander), Davy Jones’em i władcą Singapuru, Sao Fenig’iem (Yun-Fat Chow).

Działo się, działo i chyba aż za dużo. Chociaż nie wiem czy to dobre określenie dla tego filmu. Jest on poważnie zakręcony i zagmatwany, przez co można się pogubić. Ja w środku seansu miałem na ustach ciągle to samo zdanie – o co tu chodzi? Nasi bohaterowie, co chwila zmieniają zdania, ktoś, kto przed chwilą był wrogiem, za chwilę staje się sprzymierzeńcem. I co gorsze – wszystko zostaje bardzo szybko zaakceptowane, co jest już trochę mało realistyczne. Co prawda w poprzednich częściach wystawianie swoich przyjaciół do wiatru było domeną Jacka Sparrowa, ale wtedy to było całkiem naturalne i zabawne. Tutaj jednak jest tego aż nadto. Znalazło się też kilka wątków, które były, ale w sumie nie wiadomo, po co, jak choćby postać Calypso. Była, tylko, po co, skoro nic nie zrobiła?

Oczywiście, jak zwykle, aktorzy spisali się doskonale. Nadal góruje Johnny Depp, jednak Geoffrey Rush wcielający się w postać Kapitana Barbarossy również świetny. Perełką okazał się mały epizod Keith’a Richards’a jak ojca Jacka – Kapitana Granta Sparrowa. Keira Knightley dużo lepsza i ciekawsza niż w poprzednich częściach, także cała załoga Czarnej Perły jak zwykle wyśmienita.

Piraci z Karaibów – Na krańcu świata” to jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie produkcji w roku 2007. No i jak podejrzewałem trochę się zawiodłem. Film przez pierwsze dwie godziny jest strasznie nijaki – to znaczy raz zabawy, raz interesujący, ale i niestety czasami nudny czy niezrozumiały. Dopiero potem mamy spektakularny i naprawdę robiący wrażenie koniec. Standardowo – pierwsza część wyśmienita, druga gorsza od pierwszej, a trzecia gorsza od dwóch poprzednich. Zastanawiający jest także koniec końca – czy czeka nas część czwarta? Chodzą plotki. Tak czy owak, nie żałuję wydanych pieniędzy na kino, aczkolwiek spodziewałem się czegoś lepszego.

Moja ocena: 8-/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 13 lip 2007 o 15:38

Jedna wypowiedź.

  1. Domi pisze:

    Kocham Piratów z Karaibów mimo że oglądałam tylko część 4. ;P Ten film jest rewelacyjny mimo że na samym początku nie ciągnęło mnie aż tak do tego filmu, teraz wiem że baaaaardzo się myliam
    KOCHAM TEN FILM!!!!!

Skomentuj


*