O tym jak jedno wesele zrujnowało życie kilku osób… Tak mniej więcej można określić temat tego filmu. Opowiada on o weselu córki najbogatszego gospodarza we wsi z młodym chłopakiem również ze wsi. Przyczynę ślubu poznajemy dopiero pod koniec, ale już na początku wiadomo, ze nie jest nią miłość. Gospodarz i ojciec pana młodego – Wojnar – chce jak najbardziej zaoszczędzić na ślubie: i tak samochód sprowadzono z zagranicy, wódka również nie jest polska, a bigos zrobiono z nieświeżych produktów, a jakby tego było mało kapela nieopłacona i grać nie chce. Przez całe wesele wszyscy proszą Wojnara o pieniądze, a to tego teść pana młodego nie chce przepisać swojej ziemi na ludzi, którzy przywieźli samochód. Wszystko zmierza do nieuchronnej katastrofy…
Bardzo ciekawy, ale i jakże prawdziwy obraz polskiego społeczeństwa, polskiej wsi. Zakłamanie, obłuda, hipokryzja, żądza pieniądza, pijaństwo i zabawa do upadłego – tacy właśnie są ludzie w filmie, ale i w życiu. W filmie świetnie pokazano jak z minuty na minutę goście są coraz bardziej nietrzeźwi, ich czerwone twarze, przyspieszona kamera, ujęcia szybsze, niezadbane, spontaniczne i przypadkowe. A zakończenie? Dla jednych szczęśliwe, z nutką nadziei – innym wesele zupełnie zepsuło życie. Film warto obejrzeć, choćby, dlatego, że jest to polski film, a polski dobry film to bardzo rzadkie wydarzenie. Mi się podobało, jednak bez zbytniego zachwytu.

