Norbit (Eddie Murphy) wychował się w sierocińcu pewnego chińczyka. Poznał tam Kate, jednak ta opuściła przytułek. Potem poznał Rasputię (Eddie Murphy), która go przygarnęła. Norbit i Rasputia żyli, aż któregoś razu kobieta stwierdziła, że czas się ożenić. No to się ożenili. Problem w tym, że Rasputia to ogroooomna kobieta, która trzyma swojego męża pod pantoflem. Norbit się tym nie przejmuje. Do czasu. W jego dorosłym już życiu ponownie pojawia się Kate (Thandie Newton), która teraz jest piękną, młodą ślicznotką. Nasz bohater zdaje sobie sprawę, że nadal kocha Kate i musi rozstać się z Rasputią. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że z pozoru prosta decyzja, może okazać się bardzo trudna do wykonania – a wszystko przez Rasputię, która tak łatwo męża nie odda.
Słabe to było. Z początku, przed seansem myślałem, ze będzie to coś pokroju „Gruby i chudszy”. W sumie aż tak bardzo się nie myliłem, chociaż tutaj było mniej niesmaczności. Nie wiem, co zamierzał reżyser pokazać w filmie, ale ogromna Rasputia śmieszna była tylko momentami. Częściej było to żenujące, bo śmianie się z osób większej postury do grzecznych nie należy. Oglądałem to, oglądałem, skończyło się i zapomniałem o tym. Nic nowego, mało śmiesznego, trochę żenujące, niewypał.

