Bohaterem filmy jest Cris Johnson (Nicolas Cage). Cris ma bardzo specyficzny dar – widzi, co stanie się za chwilę, dokładnie w przeciągu kolejnych dwóch minut. Jego dar dotyczy tylko jego osoby, czyli tego, co wydarzy się mu. Bohater w dzieciństwie przeszedł mnóstwo badań, więc ma znaczny uraz do rządu itp. Jednak pewnego razu spotyka się z nim agentka Callie Ferris (Julianne Moore), która opowiada mu, że Stany Zjednoczone są zagrożone, gdyż pewna grupa terrorystyczna grozi wysadzeniem skradzionej bomby atomowej. Johnson nie zgadza się na współpracę i ucieka. W jego życiu pojawia się kobieta, którą zobaczył w swoich myślach i trwało to dużo dłużej niż dwie minuty. Cris sądzi, że to przeznaczenie, chce spotkać się z kobietą, nie wie, że to ona pomoże mu w ostateczności uratować świat.
I po raz kolejny ratujemy świat. I po raz kolejny przed bombą atomową. I w przyszłość patrzymy również po raz kolejny! Ale tym razem tylko na dwie minuty, ciekawsze to było, niż podglądanie ludzi w „Deja Vu”, tak czy owak sporo tutaj schematów, powtarzalności i tak dalej. Jednak oglądało to normalnie, bez rewelacji, ale i bez zbytniego nudzenia się. Rozrywkowa, odprężająca pozycja dla lubiących sciene-fiction. Główną rolę w tym filmie zagrał Nicolas Cage, który z filmu na film denerwuje mnie coraz bardziej. Skromnie mówiąc, dla mnie Nicolas się już skończył i powinien przejść na emeryturę, a takie role oddawać młodszym aktorom (nie mówię, że zdolniejszym). Za to panie Julianne Moore i Jessica Biel były dobre, miło się spoglądało na Jessicę. :) Tak więc, decyzję – oglądnąć czy nie – pozostawiam wam. ;)

