Nicholas Angel (Simon Pegg) to świetny policjant. Nawet bardzo bardzo świetny. Tak bardzo, że wszyscy inni przy nim wyglądają naprawdę źle. Jest nawet lepszy od swoich przełożonych, więc ci, w obawie przed konkurencją wysyłają Nicolasa do jakieś zapomnianej przez wszystkich wsi. Tam policjant Angel wprowadza swoje porządki i od samego początku nie do końca przypada do gustu mieszkańcom. Jednak wszystko nabierze tempa, gdy dojdzie do kilku bardzo dziwnych incydentów, w których giną ludzie. Mieszkańcy zrzucają wszystko na nieszczęśliwe wypadki, tak, aby o wszystkim zapomnieć – w końcu wieś od kilku lat startuje do konkursu o „Najmilszą wieś” (czy jakoś tak), i w związku z tym nie może być mowy o żadnym przestępstwie. Nicolas postanawia odkryć, co się tak naprawdę dzieje i dojdzie do zadziwiających wyników.
Świetny, angielski humor! Anglicy bardzo lubią się śmiać z swoich kolegów zza oceanu. I tego właśnie pełno jest w „Hot Fuzz”, filmie, który na każdym kroku parodiuje amerykańskie filmy w bardzo ciekawy pomysł – trochę krwawy, mocno komiczny i dosadny. „Hot Fuzz” to ostra jazda bez trzymanki. Gdy na samym początku mam rozeznanie akcji i naszego głównego bohatera, tak już na feralnej wsi zaczyna się jazda. I tak właśnie przez prawie dwie godziny będziemy jednocześnie rozbawieni, momentami zniesmaczeni, aby za chwilę znów parsknąć śmiechem. Szalona komedia z elementami akcji, czy szalony film akcji z elementami komedii? Bez znaczenia, to obejrzeć trzeba!

