Ta recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 5 lata 22 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.
Był sobie człowiek. Miał wypadek. Niestety w wypadku zginęła jego żona, a on sam ucierpiał w sposób znaczny – utracił pamięć krótkotrwałą. Pamięta wszystko, co działo się przed wypadkiem, ale nie potrafi zapamiętać nic, co się dzieje po nim, co 15 minut kasuje mu się pamięć. Jednak sprytnie sobie z tym radzi – zapisuje sobie najważniejsze rzeczy na kartkach i zdjęciach. Leonard (Guy Pearce), bo tak nazywa się nasz bohater, chce znaleźć zabójcę swojej ukochanej i zemścić się. Właściwie jest to jedyny cel w jego życiu. Miesza gdzie popadnie, całymi dniami poszukuje zabójcy, nie dba o nic, tylko, aby dokonać zemsty.
Losy Leonarda poznajemy od tyłu. Na samym początku mamy zakończenie, a potem wszystkie wydarzenia, które doprowadziły do tegoż końca. Właściwie jest to fenomen jak dla mnie. Szok na początku, bo wiemy jak się to skończy, wiec, po co by oglądać to dalej? Okazuje się jednak, ze jest, po co. Z każdą sekundą, minutą, sceną, wydarzeniem dowiadujemy się czegoś nowego, co nas zaskakuje, co nas dziwi, co szokuje, co idealnie buduje akcję. A nie jest ona budowana stopniowo, tak, aby zaskoczyć nas spektakularnym końcem. Tutaj wszystko jest spektakularne. od samego początku (który jest końcem) jesteśmy na samej górze napięcia, akcji. I to uczucie, ten stan, ta ciekawość i zainteresowanie, towarzyszy nam przez cały seans aż do końca (który jest początkiem). Siedzimy całe 113 minut wgapieni w ekran i nie możemy się nadziwić. Ten film trzeba obejrzeć – arcydzieło i istny majstersztyk!
