closeTa recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 5 lata 23 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.

Podstarzały idol lat 80-tych, Alex (Hugh Grant) chwyta się, czego może, aby znów być sławny. Jego menager znajduje mu szansę – wielka mega gwiazda, Cora (Haley Bennett) chce, aby Alex napisał dla niej piosenkę i skomponował do tego muzykę. Problem w tym, że Alex potrafi tylko komponować, a w życiu nie napisał żadnego tekstu. Zatrudnił człowieka, który zajmuje się tym zawodowo, jednak nie może złapać z nim dobrego kontaktu. Z pomocą przychodzi mu dziwna i ekscentryczna dziewczyna, która przyszła podlać kwiaty w jego domu, Sophie (Drew Barrymore). Alex i Sophie stworzą wspaniałą piosenkę, która będzie podłożem do ich romansu.

Ta komedia romantyczna była taka… nijaka. Momentami naprawdę nudziła, a niemłody już Hugh Grant mnie przeraża (nie ma już młodych aktorów?). Na szczęście całą sytuację ratowała i podtrzymywała Drew Barrymore. Całość jest znośna, choć niezachwycająca. Finałowe zakończenie zdecydowanie lepsze od całego filmu. Tylko czy warto czekać ponad 90 minut, aby usłyszeć 3 minuty fajnej piosenki? Odpowiedzcie sobie sami. Za piosenkę „Way back into love” stawiam 5.

Moja ocena: 5+/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 26 kwi 2007 o 16:54

Skomentuj


*