closeTa recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 5 lata 1 miesiąc 4 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.

Do małego polskiego miasta – Konina – przyjeżdżają chińczycy. Mają zamiar zrealizować tutaj smutny film o miłości pt. „Smutny wiatr w trzcinach”. A dlaczego wybrali akurat Polskę? Chodzą słuchy, że nasz kraj jest ponury i przygnębiony, a Polacy są samotni, co idealnie wpisuje się w wizję reżysera. I tak chińczycy organizują casting na statystów do filmu. Zostaje przyjętych kilka osób i to ich losy poznajemy przez prawie dwie godziny. Są to rzeczywiście pesymistyczne i ponure historie. Głównym wątkiem, prócz kręcenia filmu jest historia Bożeny i Romka. Kilka lat temu Romek opuścił Bożenę i ich dziecko, po czym dziś wraca i chce na nowo odbudować ich związek. Ta jednak ma już męża, czy stanie to na przeszkodzie?

Historia konińskich statystów nie zachwyca. Momentami przygnębia, rzadko śmieszny, a całokształt nie jest imponujący. Film trochę mnie zawiódł, ale ważne jest to, że wywołał jakieś emocje – nie był bezpostaciowy. Właśnie emocje przygnębienia, pesymizmu, smutku. Wybija się to ponad głupawe i właśnie bezpostaciowe polskie produkcje. Czy warto obejrzeć? Wybór pozostawiam Wam, dla mnie trochę za nudno, za długo…

Moja ocena: 5/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 17 kwi 2007 o 15:02

Skomentuj


*