Przyszłość. Świat w pełni zmechanizowany. Kończą się zasoby naturalne. Na ulicach, prócz normalnych ludzi, możemy znaleźć tych mechanicznych, – czyli roboty. Robią za ludzi wszystko – sprzątają, pilnują dzieci, gotują, pielęgnują ogródki, wyprowadzają psy. I w tym właśnie świecie poznajemy rodzinę Swinton – Monicę (Frances O'Connor) i Henry’ego (Sam Robards). Ich syn, Martin (Jake Thomas), jest chory na nieuleczalną chorobę. Został zamrożony do czasu wynalezienia lekarstwa na jego chorobę. Henry w pracy dostaje propozycję, zatrzymania na stałem nowego robota-dziecka. Jest jednak pewna różnica miedzy, Davidem (Haley Joel Osment), bo tak się nazywa ten robot, a innym robotami – David ma uczucia. Potrafi pokochać kogoś do końca swojego życia. Monica i Henry postanawiają go zatrzymać, Monica uruchamia nieodwracalny proces, po którym David będzie ją zawsze kochał. I byłoby wszystko dobrze, gdyby nie to, że po kilku tygodniach do domy wraca Martin, syn Swintonów. Chłopcy ze sobą konkurują, jednak w końcu Monica postanawia zostawić Davida w lesie, gdyż boi się oddać go do firmy, bo tam oznaczałoby to jego zniszczenie. David spotyka mecha-kochanka, żigolaka Joe (Jude Law),wraz z nim i z misiem Teddy’m wybierają się w podróż w poszukiwaniu Błękitnej Wróżki.
Niesamowity film. Klasyk, który można oglądać i oglądać. Rewelacyjna rola Haley’a Joel’a Osment’a. Wspaniale wykreowany nowy świat, świetny pomysł i scenariusz, zdjęcia, muzyka – wszystko na wysokim poziomie. Jedyne, co mi się nie podobało, a co właściwie może być kwestią sporną, to zakończenie. Ten film posiada ich kilka. To znaczy, że można by było go skończyć w kilku momentach i byłoby dobrze. Jednak scenarzyści ciągnęli bardzo długo zakończenie i wyszło jak wyszło – film trwa 145 minut. Sporo, ale jest to na pewno 145 niestracone. Wręcz przeciwnie, ponad dwie godziny znakomitego i wciągającego widowiska. Dziwi mnie, że w 2001 roku film dostał tylko kilka nominacji, a żadnej prestiżowej nagrody. No cóż, zdecydowanie polecam.
PS: Ja chcę takiego misia!

