closeTa recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 5 lata 1 miesiąc 22 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.

Ktoś bardzo zły napada na pociąg w Rosji. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ów pociąg przewoził 10 bomb atomowych. Terroryści wysadzają jedną z nich, a kolejne 9 chcą dostarczyć kupcowi. Rząd USA zostaje postawiony w stan gotowości, do odnalezienia bomb zostaje powołana specjalistka do spraw nuklearnych Julia Kelly (Nicole Kidman) oraz as wywiadu Thomas Devoe (George Clooney). Nasza dzielna para będzie zmieniać miejsca w zaskakującym tempie, do tego panna Kelly będzie podejmować trudne decyzje, a pan Devoe stanie oko w oko z terrorystami. A wszystko to, aby uniknąć zagłady Ziemi. Ah.

Szczerze mówią, do filmu skusiła mnie jedynie Nicole Kidman. Po prostu każdy film z jej udziałem obejrzeć muszę. A w przypadku „Peacemaker” było strasznie. Nudny, pompatyczny, bezuczuciowy i przerysowany. Cały czas z ekranu sypią nam się tytuły i określenia, które trudno pojąć, a właściwie zdążyć pojąć, a sama końcówka w ogóle debilna. Idealny dowód na to, że znane nazwiska to wcale nie równa się dobry film. Clooney i Kidman prawdopodobnie mieli przyciągnąć widownie, a udało im się jedynie zaliczyć słabszy film w ich karierze. Jak ktoś lubi takie ‘bieganiny’, pościgi (krótkie), wybuchy (mało efektowne) czy blokowanie połowy Nowego Jorku to dobrze trafił. Mnie jednak nie podobało się i nie zachwyciło. Nie polecam.

Moja ocena: 4/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 27 mar 2007 o 17:10

Skomentuj


*