closeTa recenzja jest bardzo stara. Została opublikowana 5 lata 2 miesięcy 18 dni temu, to oznacza, że była pisana w czasie, kiedy dopiero zdobywałem doświadczenie w pisaniu. Moim zdaniem lepsze recenzje zaczęły się dopiero około 2008 roku, po dwóch latach zdobywania doświadczenia.

Naukowiec Jack Hall (Dennis Quaid) przewiduje globalną katastrofę. Przedstawia ją rządowi USA, podając stosowne argumenty, jednak ten nie bardzo w to wierzy. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy Chicago zostaje prawie zmiecione z powierz nich Ziemi przez falę tornad, w Indiach zaczyna padać śnieg, a w Chinach olbrzymi grad. Świat stoi na skraju swojego końca. Jack twierdzi, że najpierw nastąpi globalne ocieplenie, lodowce zaczną topnieć, następnie temperatura spadnie do olbrzymich temperatur minusowych i nastąpi nowa epoka lodowcowa. Prezydent USA postanawia ewakuować ludność poniżej równika, gdzie skutki katastrofy będą odczuwalne w najmniejszym stopniu. Jack jednak wie, że jego syn. Sam (Jake Gyllenhaal). jest w tym czasie w Nowym Jorku na szkolnej olimpiadzie. Postanawia wyruszyć tam, aby uratować syna i jego przyjaciół.

Katastroficzny film – lubię takie – przepełniony świetnymi efektami specjalnymi, ale z nienajlepszym scenariuszem. Czyli standard takich filmów. Cel to głównie pokazać, a nie dać odczuć. I tutaj naprawdę dużo można było zobaczyć, co mi podobało się bardzo. Jeszcze jednak rzecz, która mnie zastanowiła, to, że katastrofa ukazana w filmie „Pojutrze” nie jest do końca taką kompletną fantazją scenarzysty. To, co się wydarzyło w tym obrazie, to bardzo możliwa wizja naszego świata. Oczywiście nie w tak szybkim tempie, jak to działo się tutaj, jednak, co raz słyszy się o tornadach, gradobiciach, tsunami czy powodziach – czy czeka nas zemsta natury? Chyba tak można to nazwać. Generalnie polecam film, mi podobało się bardzo.

Moja ocena: 8/10

Autor: Łukasz Mantiuk dodane 03 mar 2007 o 17:10

Skomentuj


*