
Młody Johnny Blaze (Matt Long) jest kaskaderem, wraz z ojcem wykonuje mrożące krew w żyłach sztuczki na motorze. Pewnego razu dowiaduje się, że jego ojciec jest chory na raka. W tym momencie w jego domu pojawia się tajemniczy mężczyzna (Peter Fonda), który obiecuje mu, że jeśli zaprzeda mu swoja duszę, jego ojciec wyzdrowieje. Johnny nieświadomie zgadza się. Kilkanaście lat później, Johnny (Nicolas Cage) jest bardzo popularny, a jego popisowe numery przyciągają tysiące ludzi. I tu pojawia się ponownie ten sam mężczyzna, ponownie składa mu propozycję – uwolni jego duszę, pod warunkiem, że nocą Johnny stanie się Ghost Riderem – wysłannikiem diabła, płonącym szkieletem, który będzie szukał i zabijał grzeszników. Niestety, Johnny nie może odmówić, tym samym siejąc postrach i spustoszenie w całym mieście. Johnny jeszcze nie wie, że będzie musiał pokonać samego syna Diabła (Wes Bentley) oraz uratować swoją miłość sprzed kilkunastu lat (Eva Mendes).
I ponownie zdecydowano się zekranizować komiks Marvela. Smutne, że ostatnimi czasy, mamy same sequele, remake’i oraz ekranizacje książek i komiksów. No cóż, ale przejdźmy do filmu. Jest dobrze. Interesujący film rozrywkowy, pomysł też udany, wykonanie również na wysokim poziomie. Nie za bardzo przepadam za Nicolasem Cage, jednak w tym filmie jeszcze był znośny, gdyż więcej było czaszkowatego Ghost Ridera ;) Do tego musiała się pojawić piękna partnerka – tutaj Eva Mendes. Podobały mi się efekty, ‘znajomych’ BlackHearta (syn Diabła), dusze w końcowej scenie, a także sam Ghost Rider. Ogólnie ciekawy film, polecam. :)

