
Alex (Alex Pettyfer) jest zwykłym nastolatkiem. Mieszka z wujkiem, Ianem (Ewan McGregor) oraz Jack (Alicia Silverstone), swoją opiekunką. Pewnego razu po powrocie do domu dowiaduje się, ze jego wujek zginął w wypadku. Na pogrzebie Alex i Jack spotykają współpracowników wujka, jednak chłopak podejrzewa ze cos jest nie tak. Niedługo po tym nastolatek odkrywa, ze jego wujek był tajnym agentem wywiadu, a zginął w trudnej i śmiertelnej misji. Teraz wywiad chce, aby to właśnie Alex ją dokończył. A chodzi o to, że bogaty biznesman, Darius Sayle (Mickey Rourke), ofiarował dla kraju kilkaset nowoczesnych komputerów o nazwie Stormbreaker. Jednak wywiad podejrzewa, że zamiary Dariusa, wcale nie są takie dobroczynne…
Oglądając film nasuwały mi się dwa skojarzenia – Mali Agenci i James Bond. Rzeczywiście film, to taka mieszanka – starszy od małych agentów, ale jeszcze nie taki jak James Bond. Nowoczesne gadgety, służba Jej Królewskiej Mości, poświęcenie… Jednak ta produkcja to bardziej parodia, niż prawdziwy film. Scenariusz wybitny nie jest, napisany na podstawie książki, jednak fajnie odegrana rola głównego bohatera, ale także aktorzy drugoplanowi spisali się dobrze – Mickey Rourke, jako szaleńczy Darius, który wyglądał bardzo zabawnie i dość niezdarnie, czy jego pomocnicy – demoniczna Missi Pyle, jako Nadia i Andy Serkis, jako Pan Uśmiech. No i jeszcze piękna Alicia Silverstone oraz epizodycznie Ewan McGregor, jako wujek Alexa. Generalnie przedstawiona nam tu opowieść najbardziej nadaje się dla dzieci, no może także dla młodzieży, jednak dorosłych może nudzić. I do tego polski dubbing, który mi się nie podobał. Słabe sześć.

