
14-letnia Maria Antonina wyrusza do Francji, aby wziąć ślub z księciem Ludwikiem XVI. Po tym nadchodzi czas na skonsumowanie małżeństwa. I tu zaczynają się schody… małżeństwo ma początkowo problemy z zbliżeniem się i w końcu z seksem. Maria Antonina zostaje okrzyknięta oziębłą, jest poniżana na dworze. Cały czas dostaje listy od matki, zaniepokojonej stanem rzeczy. Potem umiera król i młody Ludwik zostaje królem Francji, a Maria królową. Niedługo po tym przychodzi na świat pierwszy potomek… córka. Maria Teresa na cześć matki Marii Antoniny.
Połowa filmu to problemy małżeństwa z seksem, druga połowa to ich beztroskie życie, mnóstwo słodyczy, hazard, a także ‘to niech jedzą ciastka!’. Maria Antonina Austriaczka – mi osobiście nieznana królowa Francji i w ogóle osoba. Po filmie mam wrażenie takiej słodkiej blondynki historii. Tak ją ukazano, jako kobietę nieprzejmującą się swoim państwem i ludem, a tym, jakie będzie nosić buty, sukienki, jakie zje słodycze i na jaki bal pójdzie. A przed filmem czytałem, że ją ścięto. W filmie tego nie pokazano, a z tego czytałem to można by zrobić z tego całkiem dramatyczną końcówkę… Cóż, reżyserka z tego zrezygnowała. Tak czy inaczej, Maria Antonina to nie jest film historyczny, a jedynie próba ukazania królowej Francji, jako królowej sobotniej imprezki. Czy polecam? Nie nudziłem się, ale bez zachwytu. Piękny Wersal, imponujące stroje oraz piękna Kirsten Dunst :)

