
Bartek z Beatą i dwójką dzieci mieszka u swojej matki. Przed laty Beata przyjechała ze wsi do miasta, jednak zaszła w ciążę i musiała wziąć ślub z Bartkiem. Jej teściowa, Teresa, daje jej na każdym kroku do zrozumienia, że nie jest mile widzianym gościem w jej domu. A dlaczego małżeństwo mieszka u Teresy? Właśnie wykupili mieszkanie, muszą oszczędzać. ‘Dobroduszna’ matka postanowiła ich wziąć pod swoje skrzydła, aby nie musieli płacić rachunków za wynajmowane mieszkanie. Jednak szczęście nie trwa zbyt długo. Okazuje się, że developer bankrutuje, a wszystkie mieszkania, w tym Bartka i Beaty przejmuje bank. To tylko początek lawiny nieszczęść, które przytrafi się bohaterom tego film, a głównie bohaterce, Beacie.
Polski film, zaznaczam o na samym początku. Pierwszy polski film w roku 2006, który mi się naprawdę podobał. Przede wszystkim życiowy, bo tragedie ukazane w tym filmie nawet mi nie są obce, niektóre widziałem nawet we własnym domu, więc śmiało mogę stwierdzić, że wizja ukazana w filmie, to wizja Polaków. Przygnębieni, narzekający. Główna bohaterka, świetnie zagrana przed Jowitę Budnik, to kobieta nieustannie walcząca z przeciwnościami losu, które jak lawina na nią spadają, jedna po drugiej. Mogłoby się rzec, że reżyserzy (małżeństwo Krauze) uparli się na Beatę, robiąc z niej cierpiętnicę. Trochę to cierpienie ukazane jest bez celu. Beata cierpi, aby cierpieć, na końcu nie ma szczęśliwego zakończenia, jest tylko odkupienie win przez Bartka – jednak, co to da Beacie? Nic.
Jak już wspomniałem, podobało mi się. Aktorzy bardzo dobre oddali swoje role, ogólnie całokształt na plus – nie licząc pesymistycznego scenariusza, ale taki miał być. Polecam, głownie ze względu na to, aby zobaczyć, że polskie kino to nie tylko bzdetne, głupawe komedie romantyczne.

