
Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Państwo McCallister wyjeżdżają do rodziny. W całym tym harmiderze trudno cokolwiek znaleźć. A w dniu wyjazdu jest jeszcze gorzej. W końcu udało się, wszyscy spakowaniu, wyruszają na lotnisko, samolot odlatuje. I co? Pani McCallister jest pewna, że czegoś zapomniała… KEVIN! W ogromnym domu budzi się mały Kevin. Nie ma nikogo, jest pusto. Pojechali bez niego? Phi, co z tego? Chłopiec postanawia nie załamywać się, spędzi święta sam. Robi zakupy, idzie do kościoła. Odkrywa także, że do jego domu chcą wkraść się złodzieje. Pomysłowy dzieciak planuje zasadzkę i nie odda tak łatwo swojego domu. Zaczyna się ‘ostra jazda bez trzymanki’…
Kevina znają chyba wszyscy i głębszy komentarz jest chyba niepotrzebny. Każde święta, Polsat = oczywiście Kevin. To stało się już tradycją, więc jeśli ktoś nie oglądał (są tacy?) lub chce oglądnąć po raz X (za X wstaw dowolną liczbę dodatnią) to może sobie poczekać do świąt i obejrzeć. Czy polecam? Za pierwszym, drugim razem jeszcze było śmiesznie, ciekawie. Jednak po tylu obejrzeniach mi się film po prostu znudził. Nie mniej jednak stał się on już czymś w rodzaju polskiej tradycji bożonarodzeniowej, jak wspomniałem, i są tacy, co mogą oglądać ten film, co roku. Cóż, ja już przestałem oglądać po raz któryś tam.

