
Takiej rodzinki jeszcze nie znaliście. Richard, doradca życiowy, radzi jak wygrywać w życiu; Sheryl, bezskutecznie próbuje zapanować nas chaosem w domu, a także rzucić palenie; Dwayne, złożył śluby milczenia i porozumiewa się z rodziną za pomocą karteczek; dziadek Edwin, usunięty z domu za palenie marihuany; wujek Frank, znawca literatury Prousta, świeżo upieczony samobójca, który przeżył zawód w miłości z… chłopakiem i w końcu tytułowa, mała miss, czyli Olive. Olive zajęła drugie miejsce w okręgowych eliminacjach do konkursu Little Miss Sunshine, ale kilka dni przed jego finałem dostaje telefon, że dziewczynka, która zajęła pierwsze miejsce zostaje zdyskwalifikowana, gdyż wykryto u niej zażywanie tabletek na dietę. I tak Olive stawia cały dom do góry nogami, a że rodziny nie stać na samolot wszyscy wybiorą się w dłuuugą podróż rozsypującym się vanem…
Tak genialnej komedii jeszcze nie widziałem. Powala humorem. Cały czas umoralnia, żeby potem wykpić to, czego chciała nauczyć. Świetnie zarysowane postacie, doskonale wykreowane przez aktorów. Piękne zdjęcia krajobrazu USA i chyba najlepsza scena w tym filmie – występ Olive na konkursie Little Miss Sunshine – rewelacja! To co mnie jeszcze najpierw przeraziło, a potem po prostu rozbawiło, to bijąca po oczach sztuczność rywalek Olive na konkursie… to było ‘szczere’. Film doceniono – 4 nominacje do Oskara 2006, w tym najważniejsza nominacja – dla Najlepszego Filmu. Zdecydowanie polecam obejrzeć, solidne kino, dobra rozrywka na bardzo wysokim poziomie. I trzymam kciuki za mała Abigail Breslin – nominowaną w kategorii Najlepsza Aktorka Drugoplanowa. :)

