
Andrea Sachs (Anne Hathaway) zostaje zatrudniona do najbardziej prestiżowego pisma o modzie – „Runway”. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to ze Andrea nie wie jak pisze się Gabbana i nie ma zielonego pojęcia o modzie. Jednak nie to jest najgorsze. Andy zaraz po przybyciu do redakcji widzi zamieszanie towarzyszące przybyciu szefowej. Diabeł w spódnicy czy też lodowa królowa, czyli Miranda Priestly (Meryl Streep), stylowa, władcza i przede wszystkim dobra w swoim fachu. Andy od samego początku widzi, że nie będzie łatwo a Miranda jest chyba najbardziej wymagającą szefową na świecie. Wkrótce dziewczyna pozna wszystkie tajniki w pracy „za którą milion innych dziewczyn mogłoby zabić” i przekona się, że nie kariera jest najważniejsza w życiu…
Świetny film, ukazujący przemianę bohaterki po czym jej powrót do normalności, typowa opowieść o kopciuszku, jednak z trochę innym zakończeniem. Trochę śmieszne i nielogiczne jest to, że w filmie non stop podkreślane jest jakim to prestiżowym pismem jest „Runway”, a zatrudniona zostaje dziewczyna nie mająca kompletnie zielonego pojęcia o modzie. W filmie chyba najbardziej zauważalna jest genialna kreacja Meryl Streep jako Miranda, za co została nominowana do Oscara (Najlepsza Aktorka Pierwszoplanowa). Meryl idealna pokazuje bezuczuciowość i perfekcjonizm redaktor naczelnej, ale potrafi także pokazać, że Miranda ma uczucia (pod koniec filmu). Inna świetna kreacja to druga asystentka Mirandy – Emily grana przez Emily Bunt, która nieustannie dąży do rozmiaru ”0”. Jej „I love my job! I love my job!” bawi do łez.
„Diabeł ubiera się u Prady” to ekranizacja bestsellerowej powieści Lauren Weinberger o tym samym tytule. Nie czytałem, jednak po tym filmie nabrałem smaku na tę książkę i myślę, że niedługo przeczytam. Wracając do filmu, jak najbardziej polecam! Idźcie do kin czy wypożyczajcie na DVD, naprawdę warto obejrzeć. Co do oceny, byłoby 10, jednak przez kilka nielogiczności, o których mówiłem muszę odjąć ten jeden punkt.

