
„Fight Club” (po polsku ”Podziemny krąg”, co dla mnie jest jakimś żartem…) to film o chłopcach dla chłopców. Dużych. Jack wiedzie na pozór spokojne życie. Całe tempo tego świata wybiło go z rytmu, przez co cierpi na bezsenność. Aby się z tym uporać chodzi na różne spotkania dla osób z problemami – sam oczywiście takich problemów nie ma. Na jednym z ich poznaje Marlę, która również nie ma żadnych problemów, a na spotkania chodzi. Następnie, w czasie jednej z podróży służbowych poznaje Tylera, dokładne przeciwieństwo siebie – młody, piękny, bogaty, nie przejmujący życiem. Dokładnie taki, jakim chciałby być Jack. Drogi obu panów spotkają się, gdy cały dobytek Jacka spłonie w pożarze. Bohater wprowadzi się do ruiny, w której mieszka Tylera, potem oboje założą Klub Walki (Fight Club), w którym spotykać się będą zwykli ludzie, odreagowujący codzienne życie walką na pięści.
'Fight Club' to film na pewno nie dla wszystkich. Trochę brutalny, ale warty obejrzenia. Oprócz ciekawej historii jest też drugie dno. Reżyser pokazuje, że to, co mamy, to, co nas cieszy, może być tylko pozornym szczęściem. Główny bohater rezygnuje z tego – niejako zmuszony, – ale potem nie będzie tego żałował. Wspaniałe role Brada Pitta i Edwarda Hortona. Długi film, ciemne obrazy, klimat, dobre aktorstwo, genialne zakończenie składają się na bardzo dobry film. Zdecydowanie polecam.

