Bohaterem nowego filmu Ridley’a Scott’a jest Max Skinner (Russel Crowe), zamożny singiel, pracownik giełdy. Ma wszystko, czego w życiu mu potrzeba, I nagle któregoś razu otrzymuje wiadomość, ze jego wuj, u którego spędzał wakacje, zmarł. Wuj mieszkał w pięknej posiadłości we Francji, umierając cały majątek, do którego prócz domu należą winnice, przechodzi na Maxa, Postanawia on odwiedzić Francję, aby ocenić posiadłość i sprzedać ją w jak najkorzystniejszych cenach. Pech sprawia, że Max zatrzymuje się dłużej w malowniczej Prowansji, a u boku pojawia się domniemana córka wuja a także piękna właścicielka restauracji o wdzięcznej nazwie La Renaissance. Mężczyzna zda sobie sprawę z tego ze w życiu SA ważniejsze rzeczy niż pieniądze i kariera.
Cóż… niby komedia, a śmiechu nie było. Były natomiast malownicze krajobrazy Francji. I to było ładne. Fabuła i przesłanie oklepane, ale ogólnie filmik oglądało się miło. Bez zachwytu, ale miło. Dobra gra aktorska Russela Crowe’a, który nie jednokrotnie pokazał już, na co go stać. Filmik można obejrzeć w zimne styczniowe wieczory, chociażby dla wspomnianego piękna Prowansji… i tego ciepła, które tam panuje.

