Oto kolejny dowód, że niektórych filmów nie powinno się kontynuować. Ale po kolei. Film zaczyna się szczęśliwą wycieczką za miasta czwórki znajomych. Jednak potem trójka z nich ginie w wypadku, a główny bohater wychodzi „cało” z tego nieszczęścia. Jednak potem dzieją się dziwne rzeczy. Nick odkrywa, że wpatrując się intensywnie w zdjęcie potrafi wrócić do tamtego momentu i zmienić przeszłość. Jednak nie zdaje sobie sprawy z tego, że zmiana przeszłości ma ogromny wpływ na przyszłość.
I tak o to, z genialnego pomysłu, świeżego i jakże interesującego „Efektu Motyla” powstał remake – „Efekt Motyla 2”, bazujący na tym samym pomyśle, jednak już nie tak fajny. Przede wszystkim pomysł już znany, i jakoś drugi raz nie szokuje, zaskakuje i bawi jak poprzednik. Nie ma klimatu, aktorzy są nijacy (z całym szacunkiem dla lubianej przeze mnie Ericy Durance), film jest nudny, przeciągany i naciągany. Reżyser próbuje zarobić na popularności „Efektu Motyla” – jednak chyba mu się to nie udało, film został wydany od razu na DVD, bez jakiejkolwiek premiery, reklamy. Nie polecam tego filmu fanom części pierwszej „Efektu…”, po prostu nie ma, po co tego oglądać.

