Ekranizacja bestsellerowej powieści Janusza L. Wiśniewskiego. On jest architektem i mieszka w Niemczech, ona jest mężatka, ma męża. Oboje są zagubieni, oboje są samotni. Ona postanawia do niego napisać…
Jestem jeszcze trochę zakochana resztkami bezsensownej miłości i jest mi tak cholernie smutno teraz, że chcę to komuś powiedzieć. To musi być ktoś zupełnie obcy, kto nie może mnie zranić. Nareszcie przyda się na coś ten cały Internet. Trafiło na Ciebie. Czy mogę Ci o tym opowiedzieć?
Ich romans rozwija się stopniowo, ona poznaje go, on ją. Wszystko dzieje się przez Internet. Postanawiają się spotkać…
Najpierw ocenią udając, że książki nie czytałem. Nie podobało mi się. Film jest strasznie długi, przeciągany, a momentami kilka minut gapimy się w jedną czy dwie klatki – dałoby się to wszystko zmieścić w jakieś 1,5 godziny, a film trwa ponad dwie… Dla osób nie czytających książki będzie też on trochę nie zrozumiały, bo głownie skupiono się na wątku głównym – uczuciu Jego i Jej. Wątki poboczne są tu na drugim planie.
Teraz jako czytelnik i fan książki stwierdzam, że… nie podobało mi się. W książce wątek główny i wątki poboczne zlewały się. Te poboczne pomagały poznać bohaterów. Historia Natalii, Jennifer, historia księdza czy przyjaciela Jakuba zajmowały kilka kartek – w filmie zostały okrojone do zaledwie kilku wspomnień, kilku scen. Zrezygnowano także z niektórych wątków (np. koleżanki bohaterki, w książce dwie a tutaj jedna, w książce długi opis ich i ich przyjaźni a tu… nic). Ja w pełni rozumiem, że nie da się wszystkiego odtworzyć z książki na film, ale tej książki nie powinno się filmować. Nadano imię głównej bohaterce, zmieniono zakończenie, dodane kilka lat w czasie akcji, wyposażono bohaterów w laptopy, a to właśnie w książce było piękne – to oczekiwanie w weekend na pójście do pracy, wczesne wstawanie Jej – w książce miało sens, a tutaj, po co musiała wstawać wcześnie skoro miała go cały czas, miała laptopa. Wracając do zakończenia… było zupełnie bez sensu. W książce miało taką iskierkę nadziei, a tutaj… niby też, ale… Ale tak nie powinni być, nie podobało mi się.
Nie polecam filmu, w kinie się ludzie po prostu nudzili. I pierwszy raz zdarzyło mi się ze ktoś wyszedł w czasie seansu z kina. Owszem, polecam książkę, dałbym jej 10/10… ale film? Zaledwie 3, dodaję jeszcze 2 za rewelacyjną muzykę i wspaniały montaż – tylko to tutaj zachwycało i było na wysokim poziomie.

