Kolejna opowieść o podstarzałej pannie pragnącej miłości. To w dużym skrócie. A tak więcej, to mamy tu opowieść o Bridget Jones, która nie wie, co ma zrobić ze sobą i swoim życiem. Flirtuje ze swoim szefem, potem ma z nim namiętny romans, po czym on ją zostawia. Jednak na horyzoncie pojawia się inny mężczyzna. Obaj panowie będą starać się o względy Bridget, a ona sama nie wie, którego i czy w ogóle wybrać.
Ekranizacja bestsellerowej powieści wyszła… kiepsko. Jeśli taka jest ta powieść to też jest kiepska. Nie czytałem książki, ale jakoś ten film mnie nie zachwycił. Po prostu kolejna opowieść, taki ‘kolejny odcinek Mody na sukces’ … tylko trochę dłuższy. No i Renée Zellweger była doskonała. Musze dodać ze moja ulubiona scena to pod koniec filmy, gdy Bridget krzyczy ‘No! No!’ gdy ojciec Marca mówi, że ten wylatuje do Nowego Jorku. No i chyba prócz kreacji Renee to nic więcej mi się tu nie podobało. Bo scenariusz oklepany jak nic. Z nudów obejrzeć można.

