Oj… to był dopiero seans. „Vanilla Sky” to film bardzo intrygujący. Tak naprawdę do końca nie wiadomo, o co w nim chodzi, o czym mówi, nie wiadomo jak się zakończy. Przez pół filmu poznajemy historię Davida, człowieka, który odziedziczył po ojcu bogate wydawnictwo. Wiedzie on lekkie życie, nie zważając na nic. Wszystko zmienia się w dniu jego 33 urodzin, na których poznaje piękna Brazylijkę, Sofię. Następnego dnia ulega on wypadkowi w trakcie, którego ginie jego bliska przyjaciółka, a on sam zostaje oszpecony. Nie zdaje sobie sprawy ze ten wypadek zmienił jego całe życie. W dalszej części widzimy zmianę życia Davida, zaczyna on je doceniać, a jednocześnie zmienia się.
Jak już wspomniałem film jest intrygujący. Przez cały film, aż do zakończenia, czyli jazdy windą z Przewodnikiem nie wiem, „co dalej”. Oglądając pierwszy raz ten film nigdy w życiu nie wpadłbym na takie zakończenie. Zakończenie… w iście Hollywoodzkim stylu, ale jednocześnie bardzo ciekawe zakończenie, a płacz i jednocześnie uśmiech Sofii – wzruszający. W całym filmie naprawdę nie ma, do czego się przyczepić. Wszystko jest tak, jak być powinno – dobra gra aktorów, muzyka, do tego przepiękna Penelope Cruz, i nie gorsza Cameron Diaz – a panie na pewno cieszy Tom Cruise jako David. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich kinomaniaków!

